BLISKI I ŚRODKOWY WSCHÓD

Polscy uchodźcy, którym udało się wydostać z "sowieckiego raju" wraz z Wojskiem Polskim pod dowództwem generała Andersa, wszyscy przeszli przez Iran. Dwoma wielkimi rzutami ewakuacyjnymi (marzec-kwiecień 1942 i sierpień-wrzesień 1942 r) przez Morze Kaspijskie z Krasnowodzka do Pahlevi oraz kilkoma małymi, drogą lądową z Aszchabadu do Meszhedu dotarło do Iranu oprócz wojska, około 38 tysięcy Polaków, z czego ponad połowę stanowiły dzieci i młodzież (nie licząc starszej młodzieży ponad 16 lat). W tej sytuacji najważniejszą sprawą (poza zakwaterowaniem, wyżywieniem i opieką zdrowotną) okazało się nauczanie. Już na piasku plaży koło portu Pahlevi, gdzie przybywający ze Związku Sowieckiego ludzie przechodzili pierwsze zabiegi sanitarne i kwarantannę, tworzyły się grupki dzieci gromadzonych przez nauczycieli, którzy dysponując wyłącznie swoją pamięcią, spontanicznie podejmowali próby nauczania. Ogromna większość tej rzeszy uchodźców polskich została  skierowana do wielkich obozów przejściowych w Teheranie, stamtąd dopiero była kierowana do "stałych" osiedli założonych w różnych częściach świata. Od 1. IV 1942 r. działała Delegatura Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej w Londynie, która już w maju powołała Komisję Szkolną dla organizowania szkół i nadzoru nad nimi. Od 1. VIII. 1943 r. funkcje te przejęła Delegatura Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Szkoły powstawały najpierw w Teheranie, gdzie po roku pobytu tam Polaków było ich dziesięć, w tym dziewięć powszechnych i jedno gimnazjum. Z kolei organizowano szkoły w innych ośrodkach polskich. W Isfahanie, gdzie umieszczono sierocińce, było osiem szkół powszechnych i jedno gimnazjum. W Ahwazie (obóz przejściowy na drodze do portu wyjazdowego) była jedna szkoła powszechna i gimnazjum. W Meszhedzie - jedna szkoła powszechna. W Iraku i w Libanie szkoły polskie powstały później, dopiero wtedy, gdy w 1945 r. ewakuowano tam resztę Polaków z Iranu. W Palestynie było dużo szkół pod kierunkiem władz wojskowych, głównie były to szkoły dla młodzieży - ogólnokształcące i zawodowe.

 

                               Zdzisława Wójcik

TEHERAN

 


W Teheranie i na jego obrzeżach utworzono wielkie obozy dla Polaków, którym udało się wydostać z niewoli sowieckiej - dla wojska

i ludności cywilnej. Dla osób cywilnych były obozy: nr l, 2, 3 oraz nr 5 - sierociniec. Założono też szpitale: wojskowy i cywilny, zorganizowano dom starców i dom dla nauczycieli oraz różne potrzebne warsztaty. W prymitywnych warunkach obozów przejściowych (namioty, hangar lotniczy, niedokończona fabryka) szukać trzeba początków polskiego szkolnictwa dla dzieci uchodźców ze Związku Sowieckiego. Organizowane wówczas spontanicznie klasy i szkoły działały według programu obowiązującego bezpośrednio przed wojną. W obozach Teheranu od pierwszych dni ich istnienia odradzało się samorzutnie harcerstwo; powstawały zastępy i drużyny harcerskie organizowane przez samozwańczych młodych wodzów. Pierwsza drużyna harcerska zaistniała w obozie nr 1 już w kwietniu 1942 r. , kolejne w następnych dniach i tygodniach ; oczywiście więcej było drużyn żeńskich niż męskich, gdyż większość chłopców znalazła się w obozach wojskowych. Również samorzutnie powstał Hufiec Harcerski w Teheranie z hufcową Anną Lubieniecką. Hufiec obejmował pięć drużyn harcerek (230 dziewcząt) oraz drużynę harcerzy (60 chłopców), a wkrótce także sześć gromad zuchowych i ogarnął wszystkie trzy obozy cywilne Teheranu. Kierownictwa obozów szybko doceniły znaczenie harcerstwa dla organizowania zajęć pozalekcyjnych młodzieży. Wszyscy dostali mundurki uszyte według przedwojennej formy. Drużynowi, którzy sprawdzili się w pracy harcerskiej w Teheranie, wyjeżdżali z poleceniem zorganizowania drużyny w osiedlu, do którego zostali skierowani. Podobnie było też z nauczycielami; wyjeżdżali oni ze świadomością, że nie przestają być nauczycielami w czasie drogi, a po przyjeździe do stałego osiedla włączą się natychmiast w pracę tamtejszej szkoły lub w razie potrzeby szkołę zorganizują.

 

                                                          Zdzisława Wójcik

 

Isfahan

 


Z uwagi na korzystny Klimat, w Isfahadzie umieszczono polskie sierocińce – ponad 20 zakładów wychowawczych, dla ok. 3000 dzieci i młodzieży, liczne szkoły powszechne oraz średnie – ogólnokształcące i zawodowe.

 

                                                          Zdzisława Wójcik

Ahwaz

 


W  wielkim obozie przejściowym pod tym miastem, zatrzymywały się wszystkie transporty Polaków wyjeżdżających z Iranu drogą morską (z portu Basra w Iraku) do stałych osiedli w różnych częściach świata. Były to głównie transporty kierowane do Afryki. Niektórzy mogli wyruszyć w dalszą drogę już po tygodniu lub kilku, inni czekali na statek nawet po kilka miesięcy. W obozie była szkoła powszechna i gimnazjum, a także przedszkole. Młodzież wyżywała się w zespołach tanecznym i gimnastycznym, kontynuowała zapoczątkowane w Teheranie zajęcia harcerskie. Pracował referat kulturalno-oświatowy, organizując odczyty i obchody różnych świąt i rocznic; prowadził kolportaż prasy. Była nawet biblioteka. Szkoły, organizacje młodzieżowe i instytucje kulturalno­ -oświatowe nie przerywały pracy, chociaż zmieniał się ciągle skład tych, którzy tę pracę prowadzili, jak i tych, którzy z niej korzystali.

 

                                                                                                  Zdzisława Wójcik

 

 

Palestyna


Do Palestyny, która miała wtedy status mandatu brytyjskiego, Polacy zaczęli przybywać już pod koniec 1940 r. Rodziny z dziećmi w wieku szkolnym starano się skupiać najpierw w Tel-Awiwie, potem także w Jerozolimie. W grudniu 1940 r. Konsulat RP w Tel-Awiwie zorganizował polską szkołę powszechną i średnią. W 1942 r. zaczęli przybywać do Palestyny polscy uchodźcy ze Związku Sowieckiego. Jako pierwsi pojawili się junacy (chłopcy w wieku 14-18 lat). Zorganizowani przez polskie władze wojskowe jeszcze w Związku Sowieckim, poprzez obozy wojskowe w Iranie dotarli do Palestyny już w maju 1942 r. Zgrupowano ich w Baskit. Z kolei przybyły dziewczęta w wieku 14-18 lat. Były to junaczki. Zgrupowano je w Rehovoth, później nazwano je młodszymi ochotniczkami.

Z tych obozów rozsyłano młodzież do różnych szkół w Palestynie i Egipcie. Szkoły te zmieniały często swe miejsce. Dowództwo Szkół Junackich mieściło się w Barbarze koło Gazy. Palestyna stała się wielkim ośrodkiem szkół średnich pod opieką Wojska Polskiego; tam drukowano podręczniki i lektury szkolne oraz najważniejsze pozycje z polskiej literatury pięknej rozsyłane do wszystkich polskich ośrodków uchodźczych. Dziewczęta, które przybyły ze Związku Sowieckiego trafiły najpierw do Rehovoth. i tam uczyły się razem z młodszymi ochotniczkami w szkole prowadzonej przez Dowództwo Szkół Junackich. Z czasem dziewczęta nie objęte szkołami wojskowymi zgrupowano w Ain-Karem, zaledwie 14 km od Jerozolimy. Większość wspomnień, jakie udało nam się zgromadzić, pochodzi właśnie z Ośrodka Polskich Dziewcząt w Ain-Karem.

 

Zestawienie szkół polskich w Palestynie

 

Al N-KAREM

- przedszkole

- szkoła powszechna

- gimnazjum i liceum ogólnokształcące

 

BARBARA koło Gazy

- Junacka Szkoła Kadetów

- szkoła powszechna

- gimnazjum ogólnokształcące - liceum humanistyczne

- liceum drogowe

 

BASKIT

-        Zgrupowanie: Obóz Junaków ( do 1943 r.)

 

BAIT-NABALA

- Junacka Szkoła Mechaniczna

 

JEN IN

- Szkoła dla Junaczek (do 1943 r.)

 

JEROZOLIMA

- Publiczna Szkoła Powszechna III stopnia

 

KI RYAT-MOTZKIN

- Junacka Szkoła Mechaniczna

 

NAZARET

- Młodsza Junacka Szkoła Powszechna

przy zakładzie oo. salezjanów

-        Liceum Pedagogiczne

-        Szkoła Powszechna i Gimnazjum dla Młodszych Ochotniczek  przy Bazylice N.M.P.

 

 

 

REHOVOTH:

- Zgrupowanie: Obóz Junaczek

- Szkoła dla Junaczek

- IV Junacka Szkoła Mechaniczna

- III Junacka Szkoła Mechaniczna

- Junacka Szkoła Kadetów

- Starsza Junacka Szkoła Powszechna

(do 1943 r.)

 

SARAFAND

- Junacka Szkoła Mechaniczna

 

Junackie szkoły z Palestyny, podobnie jak z Egiptu, przeniesiono z uczniami

i nauczycielami w drugiej połowie 1947 r. do Wielkiej Brytanii.

 

 

                                                                                                  Grażyna  Gołębicka –Płonka

 

  Liban

 


Polacy zaczęli tu przybywać wcześnie. Najpierw pojedynczymi rodzinami po wrześniu 1939 r. Potem w latach 1942-1943 studenci odkomenderowani z wojska na studia medyczne i klerycy do Seminarium Duchownego; wreszcie maturzyści z polskich szkół  w Palestynie i w Iranie. W końcu 1945 r. było już w Libanie około 650 osób. Polscy uchodźcy ze Związku Sowieckiego pojawili się w Libanie w drugiej połowie 1945 r. kiedy musiano ich ewakuować z Iranu. Było ich około 4300, zostali rozmieszczeni w dziewięciu miejscowościach w pobliżu Bejrutu. Te ośrodki polskie miały swoich kierowników, księży i swoje szkoły. Szkoła powszechna była w każdym ośrodku, w większych także szkoła średnia. Ponadto w Bejrucie funkcjonował Instytut Polski ze Studium Polonistycznym, był on kontynuacją Towarzystwa Studiów Irańskich przeniesionego tu w 1945 r. z Teheranu. Największym skupieniem Polaków i polskich szkół był Zouk Mikael.  Oprócz tego szkoły polskie funkcjonowały również w : Ajaltoun, Baabdad, Bdadoun, Beit-Chebab, Ghazir, Roumy i Bejrucie.

 

                                                                     Zdzisława  Wójcik

Indie



Polskie szkolnictwo w Indiach to interesująca i ważna karta w dziejach uchodźstwa polskiego w okresie II wojny światowej. To właśnie tu powstała w 1942 r. jedna z pierwszych polskich szkół na emigracji. Tu też w jednym z polskich osiedli - Valivade, powstał największy w czasie wojny ośrodek polskiego szkolnictwa na świecie. Przez okres około pięciu lat funkcjonowało jednocześnie kilkanaście ogólnokształcących i zawodowych szkół, w których uczyło się kilka tysięcy dzieci i młodzieży polskiej. Ustawiczny brak dostatecznej liczby wykwalifikowanych kadr nauczycielskich, podręczników, programów nauczania, pomocy szkolnych, a także właściwych pomieszczeń do nauki sprawiały, że nauczanie odbywało się w warunkach iście spartańskich. Dodatkowe poważne utrudnienie stanowiły niekorzystne, zwłaszcza dla Europejczyków, warunki klimatyczne. Praktycznie biorąc w tropikalnym klimacie indyjskim tylko przez okres około sześciu miesięcy t.j. od listopada do marca istniały warunki do prowadzenia regularnych, normalnych zajęć szkolnych. W pozostałych okresach, w czasie długotrwałych monsunów, bądź tropikalnych upałów nauka w prowizorycznych, nieklimatyzowanych pomieszczeniach praktycznie była niemożliwa. Równie dokuczliwe były wybuchające co pewien czas różne epidemie, dezorganizując zajęcia szkolne. Trzecim czynnikiem komplikującym edukację była bardzo złożona struktura organizacyjna szkolnictwa polskiego w Indiach. Wynikała ona z faktu, że na terenie Indii funkcjonowały równolegle cztery typy ośrodków uchodźczych:

- obóz tranzytowy w COUNTRY-CLUB KARACZI

- ośrodki (obozy) przejściowe w BAN DRZE BOMBAJU, QUETTClE, oraz w MAUR koło Karaczi,

 - osiedla stałe w BALACHADI koło Jamnagaru i w VAUVADE koło Kolhapur,

-   ośrodek kuracyjno-wypoczynkowy w PANCHGANI.

Ponadto część starszej młodzieży polskiej była okresowo kierowana do miejscowych szkół, głównie konwentów, mając tam na ogół oddzielne klasy. Mimo tych wszystkich trudności cała polska młodzież przebywająca na terenie Indii była praktycznie objęta szkolnym nauczaniem. Jej liczbę trudno dziś ściśle określić z uwagi na nieustanne przemieszczanie się wielkich grup uchodźców między poszczególnymi ośrodkami. O skali zjawiska świadczy liczba 9974 dzieci i młodzieży polskiej w wieku do siedemnastu lat, która w latach 1942-45, przewinęła się przez obozy w Karaczi. Podkreślenia wymaga też fakt, że na terenie poszczególnych szkół lub przy ich aktywnym udziale, we wszystkich ośrodkach uchodźczych funkcjonowały bardzo liczne organizacje społeczne, których działalność była ściśle zsynchronizowana z zajęciami szkolnymi. Wyliczyć tu można takie masowe organizacje jak: Harcerstwo, Sodalicja Mariańska, Polski Czerwony Krzyż, a także kilkadziesiąt zespołów sportowych, szkolne chóry i zespoły teatralne, orkiestra młodzieżowa, oraz liczne kółka zainteresowań. Oprócz tego w osiedlach organizowano wiele uzupełniających kursów zawodowych. Ważnym uzupełnieniem w pracy pedagogiczno-wychowawczej była działalność wydawnicza. W młodszych klasach były to różnego rodzaju biuletyny, błyskawice czy gazetki ścienne redagowane przez same dzieci, dorastająca młodzież osiedla valivadzkiego wydawała własne, bardzo ciekawie redagowane czasopismo Młodzi. Szkolnictwo polskie jak i cała działalność związana z opieką i organizacją życia społecznego uchodźstwa polskiego w Indiach podlegały kolejno trzem strukturom. W latach 1941-42 wszystkie sprawy dotyczące uchodźstwa leża1y w gestii Konsula Generalnego w Bombaju, oraz Delegata PCK na Indie, początkowo obie te funkcje pełnił Eugeniusz Banasiński, później kierownictwo komórki PCK przejęła jego żona Kira Banasińska. W ostatnich dniach maja 1943 r. została powołana w Bombaju Delegatura MPiOS, przy której utworzono Urząd d/s szkolnych, który jesienią został przekształcony w oficjalną Delegaturę Ministerstwa WRiOP, kierownictwo placówki objął pan Michał Goławski. Jego zastępcą a zarazem inspektorem szkolnym w osiedlu Valivade został pan Zdzisław Zerebecki. W roku 1945, w związku z cofnięciem przez aliantów uznania rządowi RP na uchodźstwie, wszystkie polskie struktury rządowe w Indiach zostały zlikwidowane, został tylko Polski Komitet Opieki nad Uchodźcami, który zachował dotychczasowe formy opieki społecznej we wszystkich dziedzinach, w tym i w szkolnictwie polskim. Powyższe zmiany instytucjonalne, jak i pojawiające się okresowo spory kompetencyjne między poszczególnymi strukturami rządowymi, nie miały większego wp1ywu na niezwykle dynamiczny rozwój szkolnictwa polskiego w Indiach. Podstawy tego szkolnictwa nie tworzyły się jednak na terytorium Indii, lecz w ośrodkach ewakuacyjnych dzieci polskich, oraz różnych punktach zbornych Polaków na terenie Związku Sowieckiego, a następnie w obozach przejściowych i tranzytowych na terenie Iranu. W tamtych bowiem ośrodkach nie tylko rozpoczęto wstępne prace przygotowawcze i organizacyjne powszechnej edukacji dzieci i młodzieży, ale jak w przypadku obozów irańskich utworzono szereg jednostek szkolnych, które rozpoczęły w miarę regularne nauczanie. Interesującym może być fakt, że przy organizowaniu transportów ewakuacyjnych, z ośrodków przejściowych do stałych osiedli uchodźczych, starano się w miarę możności zachować uformowane już struktury szkolne.

 

                              Wiesław Stypuła

 

 

 

 


 

 

 

 

                         ośrodki  przejściowe i tranzytowe w indiach

 

 

 

Bandra

 

Ewakuacja ludności cywilnej ze Związku Sowieckiego, trasą lądową Aszchabad - Meszhed, była przedsięwzięciem bardzo niebezpiecznym. Dzieci były przewożone ciężarówkami trasą, liczącą ok. 1,5 tys. km, prowadzącą przez pustynno-górzyste tereny pogranicza irańsko-afgańskiego. Pierwszy transport dzieci z sierocińca w Aszchabadzie, liczący około 170 osób, po blisko miesięcznej wędrówce dotarł do Bombaju w połowie kwietnia 1942 r. Dalsze kontynuowanie jazdy było jednak niemożliwe, gdyż pośpiesznie budowane stałe osiedle w Balachadi koło Jamnagaru, nie było jeszcze gotowe. Z tego też względu podjęto decyzję o utworzeniu ośrodka przejściowego w Bandrze na przedmieściach Bombaju, w trzech wynajętych willach. Fatalny stan zdrowotny dzieci zmusił kierownictwo ośrodka do zajęcia się przede wszystkim sprawami lecznictwa. Tym niemniej zgromadzenie na tak małym obszarze licznej gromady dzieci i młodzieży rodziło wiele problemów, stąd też postanowiono wypełnić im czas ogólną edukacją. Były to różnego rodzaju pogadanki a także zajęcia o charakterze lekcyjnym. Od samego początku istnienia ośrodka wyłonił się problem kontaktów   dzieci z obcojęzycznym otoczeniem. Szczególne znaczenie miało to w miejscowych szpitalach czy ambulatoriach. Żadne

z dzieci  i  prawie nikt z dorosłych nie znał języka angielskiego i oczywiście języków miejscowych. Stąd też do sierocińca została zaangażowana specjalna nauczycielka języka angielskiego, która natychmiast rozpoczęła zajęcia w czterech grupach dziecięcych, a nieco później z grupą dorosłych. Kapitan Webb, wizytujący ośrodek z ramienia rządu Indii, w swym sprawozdaniu do władz nie omieszkał z satysfakcją podkreślić pilności i zadziwiających postępów w nauce polskich dzieci. Zadziwiających, gdyż w Indiach o tej porze roku występują największe upały, sięgające niekiedy 40 do 45 °C , a około połowy czerwca rozpoczyna się okres letnich monsunów, szczególnie dokuczliwych w rejonie Bombaju. Z tych też względów prowadzenie jakichkolwiek zajęć edukacyjnych wymagało od opiekunów, wśród których było zaledwie dwoje wykwalifikowanych nauczycieli, ogromnego wysiłku. W dniach 15-16 lipca 1942 r. ośrodek został zlikwidowany. Cały sierociniec, z wyjątkiem kilkorga chorych dzieci, wyjechał do stałego osiedla w Balachadi, gdzie wkrótce zorganizowano prawdziwą, polską szkołę.

 

                                                                            Wiesław Stypuła

 

Quetta

 

 

Drugi transport ewakuacyjny dzieci z Aszchabadu, napotkał na znaczne trudności z dotarciem do miejsca swego przeznaczenia. Tym razem przeszkodą okazała się, nie notowana od lat, gigantyczna powódź, podczas której zostały przerwane wszystkie przeprawy mostowe przez rzekę Indus. W tej sytuacji transport dzieci został czasowo skierowany do przygranicznego miasta Quetta, gdzie na terenie bazy wojskowej zorganizowano przejściowy obóz. Po kilku dniach kierownictwo ośrodka zdecydowało o powrocie dzieci do przerwanej edukacji. W transporcie znajdowało się kilka nauczycielek, z panią Marią Skórzyną na czele, które natychmiast przystąpiły do pracy. Początkowo była to nauka pamięciowa, w formie pogadanek, później, po otrzymaniu od miejscowych władz materiałów piśmiennych zaczęło się "wielkie pisanie". Początkowo było to pisanie bardzo nieporadne. Starsze dzieci z trudem przypominały sobie podstawowe reguły gramatyczne, a młodsze niekiedy po raz pierwszy trzymały ołówki w rękach. Jedną z form dopingu do nauki były konkursy dyktand ortograficznych. Starszej młodzieży stawiano czasem znacznie trudniejsze zadania m.in. Czesia Krygiel (z d. Moniak) z wielkim rozrzewnieniem tak wspomina: "Quetta to piękne miasto zamieszkałe przez angielskie rodziny wojskowych. Zaraz po przyjeździe i rozmieszczeniu w blokach koszarowych, pani Skórzyna zorganizowała szkołę, a pani Dobrostańska zespół taneczny.Tańczyliśmy na wysokiej scenie pod gołym niebem, w naprędce sporządzonych strojach ludowych. Nasze wyczyny taneczne gromko oklaskiwali licznie zgromadzeni na wielkim placu Anglicy i Hindusi. Nastrój był wspaniały. Pamiętam, że na zajęciach szkolnych z języka polskiego otrzymaliśmy arcytrudny temat: "W każdym człowieku jednakie człowieczeństwo". Trochę może dziwny i nie w pełni zrozumiały temat dla dzieci, z których większość miała trudności w ogóle z pisaniem. Po przejściach w Rosji było to przecież nasze pierwsze wielkie zetknięcie z polską szkołą..." Po kilku miesiącach wody Indusu nieco opadły. Uruchomiono przeprawy promowe. Zajęcia szkolne zostały ponownie zawieszone i transport dzieci ruszył dalej w głąb Indii, do osiedla w Balachadi.   

                                                                              

                                                                                                    Wiesław Stypuła

        

 

Karaczi – Country Club

 

Obóz w Country Club rozpoczął działalność w dniu 4 września 1942 r. i otrzymał oficjalną nazwę "Obóz Polskich Ewakuowanych." W pierwotnym założeniu miał pełnić wyłącznie funkcje obozu tranzytowego dla uchodźców polskich z ośrodków irańskich, w ich drodze do stałych osiedli. Był on zlokalizowany w terenie pustynnym, należącym do angielskiej bazy wojskowej, w odległości 10 mil od Karaczi. Wszyscy uchodźcy byli zakwaterowani w kilkudziesięcioosobowych namiotach. Obóz miał charakter zamknięty i był pod zarządem władz wojskowych, z tym że do kompetencji polskich władz cywilnych należały m.in. sprawy kultury i oświaty ora szkolnictwa. Jesienią 1942 r. do obozu zaczęły masowo napływać transporty ludności z Iranu. Tu po kilkudniowym pobycie i przeformowaniu miały one odpływać do stałych ośrodków uchodźczych. Niebezpieczeństwo żeglugi po Oceanie Indyjskim oraz trudności w pozyskaniu odpowiednio dużych i sprawnych statków transportowych spowodowały jednak konieczność przebywania uchodźców obozie przez znacznie dłuższy okres niż pierwotnie zakładano. W związku z tym polskie kierownictwo postanowiło zorganizować dla dzieci prowizoryczną szkołę. Niestety brak odpowiednich warunków, brak dostatecznej ilości wykwalifikowanych nauczycieli, a szczególnie zupełny brak podręczników polskich nie pozwolił na postawienie szkoły na należytym poziomie Pomieszczenia szkolne mieściły się w kilku namiotach urządzonych prymitywnie - stół i kilka łóżek zamiast ławek. Szkoła posiadała cztery klasy. Dzieci były podzielone nie według wieku, a według poziomu umysłowego. Najliczniejsza była klasa pierwsza - 183 dzieci w wieku 7-10 lat. Klasa ta posiadała pięć oddziałów. Klasa druga liczyła 105 dzieci w wieku 8-10 lat. Klasa trzecia - 118 dzieci w wieku 9-13 lat. Klasa czwarta - 114 dzieci w wieku 10-14 lat. Klasy: druga, trzecia i czwarta miały po trzy oddziały. Grono nauczycielskie składało się z 16 osób. Program szkolny obejmował w klasach pierwszej i drugiej naukę pisania i czytania po polsku, łatwe wierszyki, historię i geografię w formie pogadanek i bajek, początki arytmetyki, naukę pacierza i pogadanki wychowawcze. W klasach trzeciej i czwartej program był bardziej obszerny, zależnie od klasy: nauka języka polskiego, historii geografii i przyrody, arytmetyki, początki geometrii oraz dla chętnych lekcje języka angielskiego udzielane przez pana Jana Moldzyńskiego. Lekcje angielskiego dla dorosłych były prowadzone w godzinach popołudniowy. Nauka w szkole odbywała się w godzinach rannych od 10-12, po południu od godziny 15-17 była nauka śpiewu oraz gry i zabawy sportowe. Dla dzieci młodszych w wieku 3-7 lat, których było 59, urządzono przedszkole. I tak przez okres trzech lat funkcjonowała ta dziwna polska szkoła, w której co kilka tygodni czy miesięcy zmieniała się większość nauczycieli i uczniów. Liczba dzieci biorących udział w zajęciach szkolnych w poszczególnych okresach wahała się od 200 do 750. Wśród 21 tysięcy uchodźców, którzy przewinęli się przez obóz, dzieci i młodzież stanowiły ponad 50%. Wiosną 1943 r., wobec znacznego przepełnienia obozu tranzytowego, w pobliżu Karaczi zostaje utworzony nowy, przejściowy obóz. Do ośrodka tego przeniesiono znaczną liczbę uchodźców, tym niemniej obóz jak i szkoła w Country Club w dalszym ciągu funkcjonowały. Na terenie szkoły, przez cały okres istnienia obozu działało harcerstwo, tworząc samodzielny hufiec pod komendą druhny Feliksy Parczewskiej. Pierwszą kierowniczką szkoły była pani Stefania Żurowska, zaś później pani Anna Ryżewska. Kadrę nauczycielską tworzyli natomiast nieliczni nauczyciele przyjeżdżający do  Karaczi z kolejnymi grupami uchodźczymi, a część osoby, które nie tyle z wykształcenia ile z powołania stawały się nauczycielami.

 

                                                                                                                    Wiesław Stypuła

Malir

 

 

Wiosną 1943 r. wobec zbliżających się letnich upałów, burz piaskowych, a później długotrwałej pory deszczowej, dłuższy pobyt uchodźców w przeludnionym obozie tranzytowym stawał się bardzo uciążliwy. Po uzyskaniu niezbędnej zgody został utworzony przejściowy ośrodek, na terenie amerykańskiej bazy wojskowej, w pobliżu Karaczi, do którego stopniowo przemieszczano część uchodźców z obozu tranzytowego, głównie przewidzianych do dalszego pobytu na terenie Indii. Ośrodek otrzymał oficjalną nazwę "Obóz polski w Malir", został on podzielony na dwa 1OOO-osobowe rejony oraz jeden podrejon. Obóz stanowił samodzielną jednostkę administracyjno­-gospodarczą, którą kierował starosta obozu kapitan Władysław Jagiełłowicz, podległy Delegaturze MPiOS w Indiach. Utworzono Referat Szkolny, obejmujący zakresem swego działania również obóz tranzytowy, którym kierował pan Chruściel. Już w marcu 1943 r. ochronkę z dziećmi przybyłymi z Isfahanu skierowano do ośrodka, przekształcając ją w Zakład Wychowawczy im. generała Władysława Sikorskiego. Jednocześnie przy Zakładzie otwarto szkołę powszechną oraz trzyklasowy kurs gimnazjalny, do którego uczęszczało 86 dziewcząt i 5 chłopców. Z początkiem kwietnia utworzono Szkołę Powszechną nr 1. W końcu maja, po kilkudniowym pobycie w obozie tranzytowym, do obozu w Malir przybył transport z pierwszego obozu w Teheranie, w którym znajdowali się uczniowie uczęszczający do jednego z trzech polskich gimnazjów teherańskich. Z młodzieżą przybyły ich rodziny, grono nauczycielskie oraz dyrektor szkoły pan Zdzisław Żerebecki. W ten sposób, mimo dwukrotnej zmiany miejsca postoju w obozach przejściowych w Ahwazie  Country Club, zachowana została ciągłość nauki w tym wędrownym gimnazjum. W połowie czerwca dyr. Żerebecki zreorganizował obie grupy gimnazjalne tworząc pełne czteroklasowe gimnazjum z wydzieloną klasą licealną. Łącznie w tej średniej szkole było 286 dziewcząt i chłopców. Rozpoczęła się intensywna nauka, mimo że kadrę nauczycielską stanowiło zaledwie czworo w pełni wykwalifikowanych nauczycieli. Szczególnie brakowało wykładowców łaciny, fizyki i angielskiego. W nauce tego języka pewnej pomocy udzieliły nauczycielki z Y.M.C.A. w Karaczi. Trudności w nauczaniu pogłębiał całkowity brak podręczników, gdyż wszystkie książki, które posiadali nauczyciele przed wyjazdem z Iranu, musiały być zdane do Referatu Szkolnego w Ahwazie. Radzono sobie w ten sposób, że nieliczne zachowane pojedyncze egzemplarze przepisywano żmudnie na maszynie i następnie powielano je w większych ilościach. Mimo tych trudności nauka we wszystkich szkołach odbywała się prawie normalnie, wg opracowanego programu i w pełnym wymiarze godzin lekcyjnych. W obozie Malir, w którym istniały nieporównywalnie  lepsze warunki bytowe niż w obozie tranzytowym, na olbrzymią skalę rozwinęła się działalność kulturalno-oświatowa, Już w maju urządzono dwa lokale świetlicowe oraz izbę harcerską. Założono  koło artystyczne, w którym działały sekcja teatralna, taneczna, deklamatorska oraz chór. Utworzono koło sportowe, zorganizowano kursy dokształcające  oraz nauki języka angielskiego. W ramach tych kursów wygłoszono  m.in. szereg wykładów i pogadanek, głównie z literatury ale też z dziedziny fizyki, itp. Amatorski teatr opracował i kilkakrotnie wystawił rewie oraz bajki dla dzieci, przy frekwencji sięgającej 400 osób. Na zaproszenie zarządu amerykańskiego szpitala wojskowego dzieci szkolne urządziły przedstawienie dla chorych lotników amerykańskich, zakończone wielką owacją. W sierpniu 1943 r. Upływał ostateczny termin zwrotu władzom wojskowym czasowo udostępnionych polskim uchodźcom pomieszczeń w obozie Malir. W związku z tym w połowie lipca prawie całą ludność z obozu, łącznie z wędrującym gimnazjum przeniesiono do stałego osiedla w Valivade.

                                                                                                                   

                                                                                                                           Wiesław Stypuła

 

Balachadi

 

Osiedle w Balachadi było pierwszym w Indiach i zapewne pierwszym na świecie, stałym polskim osiedlem uchodźczym w okresie II wojny światowej. Zostało ono wybudowane wiosną 1942 r. z inicjatywy maharadży księstwa Navanagar Jam Saheba, który zaprosił wówczas 500 sierot polskich, ewakuowanych z południowych terenów Związku Sowieckiego. Uruchomienie osiedla nastąpiło w połowie lipca 1942 r. z chwilą przyjazdu pierwszej grupy z ośrodka w Bandrze. Komendantem osiedla przez cały okres jego istnienia był kapelan wojskowy ksiądz Franciszek Pluta; w ciągu tych czterech lat przebywało tu łącznie około tysiąca dzieci. Po kilkudniowej adaptacji i zagospodarowaniu się dzieci zostaje zorganizowana szkoła, w której naukę rozpoczyna sto kilkadziesiąt dzieci. W początkowym okresie najpilniejszym zadaniem było wyszukanie odpowiednich pomieszczeń. Długie, wąskie baraki mieszkalne, z niewielką ilością nieprzeszklonych okien, niezbyt nadawały się do prowadzenia zajęć szkolnych. Trudności potęgował brak elektryczności. Sprawę częściowo rozwiązał niezawodny maharadża Jam Saheb, który na potrzeby polskiej szkoły udostępnił swój Guest House, a później sąsiednie pomieszczenia barakowe położone w pobliżu osiedla. W pierwszych tygodniach praca w szkole miała charakter przygotowawczo­ -organizacyjny, gdyż w ośrodku znajdowały się zaledwie dwie osoby posiadające wykształcenie pedagogiczne. Wstępne programy nauczania dla poszczególnych grup przygotowywały one z pamięci. Prawdziwe zajęcia szkolne rozpoczęły się we wrześniu po przybyciu do osiedla, z ośrodka przejściowego w Quettcie, drugiego transportu dzieci. Wraz z nimi przyjechało bowiem kilka nauczycielek, które natychmiast włączyły się do pracy. Swój wielki zmysł organizatorski wykazała pani Maria Skórzyna mianowana dyrektorem szkoły. Dotychczasowe prowizoryczne struktury szkolne zostały zreorganizowane, w wyniku czego powstała pełna sześcioklasowa szkoła powszechna, przedszkole, oraz kurs gimnazjalny. W tym okresie w Indiach nie funkcjonowały jeszcze żadne oficjalne struktury oświatowe, nie było programów nauczania ani biblioteki szkolnej, a nauczyciele dysponowali zaledwie kilkoma starymi, przedwojennymi podręcznikami. Tym niemniej w ciągu kilku tygodni zostały opracowane ramowe programy dla poszczególnych klas, które starano się systematycznie realizować. Wymagało to niezwykle ofiarnej pracy ze strony wszystkich nauczycieli, którzy niezależnie od prowadzenia

wielogodzinnych  zajęć z dziećmi, oraz przygotowywania kolejnych lekcji, byli obarczani wieloma innymi funkcjami w osiedlu. Zajęcia w szkole wymagały też znacznego wysiłku ze strony dzieci. Brak książek i pomocy szkolnych powodował, że przyswajanie wiadomości opierało się głównie na pracy pamięciowej, oraz żmudnym przepisywaniu różnych tekstów z podręczników. Niezależnie od tych uciążliwości, ogólny poziom nauczania był stosunkowo wysoki .1 praca w szkole przebiegała w miarę l1ormalnie. Wkrótce jednak wystąpiły dramatyczne wydarzenia, które nie tylko w gwałtowny sposób zakłóciły tok nauki w szkole ale i pod znakiem zapytania postawiły dalsze istnienie osiedla. Katastrofalny monsun i związana z nim olbrzymia powódź stały się przyczyną gwałtownego wybuchu epidemii malarii, która objęła całe północne Indie. Zachorowało kilkadziesiąt milionów ludzi. Niestety nie ominęła ona także osiedla w Balachadi. W osiedlu kulminacja epidemii przypadła pod koniec 1942 r., kiedy to zachorowało ponad 80% jego mieszkańców. Później u większości dzieci wystąpiły wielokrotne nawroty choroby, które w skrajnym przypadku dochodziły nawet do 12 razy u jednego dziecka. Mimo tak dramatycznej sytuacji życie w osiedlu nie zostało całkowicie sparaliżowane. Do największych sukcesów z tego okresu należy zaliczyć fakt, że mimo niekiedy 50% absencji wśród nauczycieli uczniów, nauka w szkole nie została praktycznie  przerwana. Stosowano liczne zastępstwa, łączono klasy, a w skrajnych przypadkach nauczyciele odwiedzali izolowane i będące w trakcie rekonwalescencji dzieci i prowadzili z nimi zajęcia w formie pogadanek. Po opanowaniu epidemii życie w osiedlu oraz w szkole stopniowo normalizowało się. Przybywały następne transporty dzieci, tworzono kolejne równoległe klasy, a część starszej młodzieży kierowano na naukę do miejscowych konwentów, bądź do drugiego stałego osiedla w Indiach w Valivade koło Kolhapuru. Szkoła otrzymała z Delegatury Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświaty Publicznej w Bombaju dodatkowe, ale niestety wciąż niewystarczające, ilości podręczników i pomocy szkolnych. Ponadto została utworzona biblioteka szkolna. Starsza młodzież dużym nakładem pracy splantowała skalisty teren, urządzając na nim kilka boisk sportowych z bieżnią i skoczniami lekkoatletycznymi. Na terenie szkoły dynamicznie rozwinął się ruch harcerski, działalność kulturalno­oświatowa i ruch sportowy. Powstały szkolne kółka zainteresowań, oraz różnego rodzaju zespoły: teatralny, taneczny, chóralno-recytatorski, orkiestra młodzieżowa. Wystawiały one różne sztuki i przedstawienia dla dzieci, oraz uświetniały wszystkie uroczystości w osiedlu. Wysoki poziom osiągnęły zespoły sportowe z powodzeniem rywalizując z miejscowymi drużynami. Ta bogata i różnorodna działalność była w znacznej mierze możliwa dzięki wielkiemu zaangażowaniu i poświęceniu szeregu nauczycieli. Nie sposób wymienić wszystkich ale praca kilkoro z nich zasługuje na szczególne wyróżnienie.

-Pani Maria Skórzyna była nie tylko niestrudzonym organizatorem szkoły, ale jednocześnie "dyrektorowała" jej w najtrudniejszym, początkowym okresie. Była też mądrym i wielce życzliwym, aczkolwiek wymagającym pedagogiem. U wszystkich cieszyła się wielkim szacunkiem i poważaniem.

-Pani Janina Ptakowa była najmłodszą i najbardziej lubianą nauczycielką. Poza pracą w szkole cały wolny czas poświęcała harcerstwu. Swoje idealistyczne poglądy i gorący patriotyzm  starała się zaszczepić w sercach podopiecznych.

- Pani Waleria Tyszkiewicz zaliczała się do najmilszych i najsympatyczniejszych nauczycieli. Swą życzliwością, wyrozumiałością, oraz serdecznym stosunkiem do uczniów potrafiła zjednać sobie i nakłonić do nauki  wiele rogatych dusz.

-  Pan Antoni Maniak, mimo że nie był kwalifikowanym nauczycielem, otrzymał jedno z najtrudniejszych zadań w szkole: doprowadzenia, kilkusetosobowej gromady zabiedzonych i schorowanych dzieci, do pełnej sprawności fizycznej. Ten twardy zawodnik lwowskiej "Pogoni" i niedawny żołnierz, zadanie swe potraktował niemal jak rozkaz. Nie oszczędzał ani siebie ani swych podopiecznych, ale też wyniki jego pracy były imponujące. Przeprowadzone po kilku latach badania wykazały, że wskaźniki ogólnego stanu fizycznego dzieci z osiedla przewyższają analogiczne dane w polskich szkołach przed wojną.

-Pani Janina Dobrostańska przedwojenna aktorka teatralna w osiedlu zajmowała się dwoma sprawami: jako kierowniczka przedszkola opiekowała się grupą najmłodszych dzieci, a ponadto przypadło jej w udziale prowadzenie całej działalności kulturalno-oświatowej. Na tym drugim polu wykazała się niebywałą inwencją i energią, wciągając do współpracy większość nauczycieli i wychowawców. To właśnie głównie dzięki niej działalność kulturalno-oświatowa tak bujnie rozwinęła się w osiedlu. W listopadzie 1946 r. osiedle balachadzkie zostało zamknięte, a wszyscy jego mieszkańcy zostali przeniesieni do drugiego stałego osiedla-miasteczka w Valivade koło Kolhapuru. Mimo likwidacji osiedla w Salachadi większość jego struktur szkolnych nie rozpadła się. Klasy młodszych dzieci kontynuowały naukę w Szkole Powszechnej nr 3, a klasa gimnazjalna została w całości włączona w struktury gimnazjum valivadzkiego.

 

                                                                                                                              Wiesław   Stypuł


Valivade

 

Osiedle w Valivade zostało wybudowane wiosną 1943 r., z przeznaczeniem dla części uchodźców polskich, głównie kobiet z dziećmi, z przejściowych ośrodków na terenie Iranu. W swym założeniu osiedle zostało przewidziane na około 5000 osób. Z racji swej wielkości było ono w rzeczywistości małym polskim miastem z pełną strukturą administracyjno-samorządową, z własnym kościołem, pocztą, kinem, teatrem, sklepami, cukiernią, licznymi warsztatami usługowymi, kilkoma szpitalami, strażą bezpieczeństwa, strażą pożarną, itd. Głównym budowniczym, a zarazem pierwszym starostą osiedla był kapitan Władysław Jagiełłowicz. Większość mieszkańców osiedla stanowiły dzieci i młodzież w wieku szkolnym. W związku z tym, jednym z podstawowych zadań władz osiedla było zorganizowanie powszechnego szkolnictwa, które objęło całą młodzież. W warunkach indyjskich było to wielkie wyzwanie, zwłaszcza, że do osiedla co kilka miesięcy przybywały kolejne kilkusetosobowe grupy polskich uchodźców, z którymi przyjeżdżała tylko niewielka ilość wykwalifikowanych nauczycieli. Władze osiedla oraz obie polskie Delegatury Rządowe w Bombaju dwoiły się i troiły przy uruchamianiu kolejnych szkół. Po niespełna roku funkcjonowało w osiedlu 10 jednostek szkolnych, w tym: trzy szkoły powszechne, cztery szkoły średnie oraz trzy przedszkola. Później w miarę  przybywania do osiedla następnych transportów powstawały nowe jednostki. Już w marcu 1944 r. pierwsza grupa 11 licealistek przystępuje do egzaminu dojrzałości. W następnych latach t. zw. dużą maturę zdaje dalsze 87 osób. Władze oświatowe osiedla obok szkolnictwa ogólnokształcącego, na coraz większą skalę zaczęły rozwijać różne formy szkolnictwa zawodowego. W Liceum Pedagogicznym kształcono młode nauczycielki, z których część wkrótce zasiliła szczupłą kadrę pedagogiczną. Pierwsze dyplomy nauczycieli szkół powszechnych otrzymało 16 uczennic w marcu 1947 r., a w listopadzie i grudniu kolejne 13 osób. Drugą znaczącą szkołą zawodową było Gimnazjum Kupieckie, szkolące kadry przyszłych handlowców-ekonomistów. W szczytowym okresie do tej szkoły uczęszczało blisko 90 osób. Ciekawym uzupełnieniem nauki w tej szkole były ośmiomiesięczne Kursy Pracowników Spółdzielczych. Bardzo interesującą i ważną szkołą była średnia Szkoła Instruktorów Gospodarstwa Wiejskiego oraz Kurs Specjalizacji Instruktorskiej Gospodarstw Wiejskich. W szkole tej przygotowywano kadry instruktorskie dla szczebla gminnego. Przy szkole istniała farma z żywym inwentarzem, w której przyszli młodzi instruktorzy zdobywali wiedzę praktyczną, a z efektów jej pracy korzystało również całe osiedle. Znaczące sukcesy w zakresie przygotowania zawodowego miała dwuletnia Czeladniczo-Mistrzowska szkoła Krawiecka, której rodowód sięga ośrodków  przejściowych w Isfahanie, a następnie w Ahwazie. Przy szkole tej organizowano liczne kursy zawodowe, n.p. sześciomiesięczne  kursy kroju i szycia, kursy trykotarskie, krawieckie, itp., dla kilkuset dorosłych i starszej młodzieży. Miało to  szczególnie ważne znaczenie dla około 100 młodych dziewcząt z osiedlowego  sierocińca. W 1()46 r. zorganizowano dwuletnią Szkołę Rzemieślników Metalowców Warsztatowych pod kierownictwem J.Szwajnocha i B. Gwieździńskiego. Przed południem uczniowie odbywali praktykę w warsztatach, a po południu mieli zajęcia teoretyczne z przedmiotów zawodowych i ogólnokształcących. Oprócz tych szkół na terenie osiedla organizowano coraz to nowe kursy l.1wodowe. Każdej osobie posiadającej odpowiednie kwalifikacje władze osiedla umożliwiały i pomagały w ich organizacji. W ciągu  kilku lat zorganizowano ich kilkadziesiąt m.in. sióstr sanitarnych i laborantek szpitalnych techników dentystycznych, przez liczne kursy  językowe, pszczelarski, introligatorski, zecersko- drukarski, kursy motorowe. To właśnie na tych ostatnich pierwsze kroki stawiał późniejszy czołowy rajdowiec świata Zbyszek Nowicki, dwukrotny zwycięsca rajdu „ Coronation Safari” w 1963 i 1968. O skali uzupełniającego szkolenia młodzieży na kursach zawodowych świadczą fragmenty miesięcznego sprawozdania kierowniczki Referatu Kulturalno- Oświatowego osiedla pani Janiny Dobrostańskiej, z działalności w miesiącu maju 1946 r.:

- kurs krawiecki, czeladniczo-mistrzowski - 52 uczennice,

- 6- miesięczny kurs pisania na maszynie - 27 uczennic,

-        kursy języka angielskiego, trzy grupy pani Kiersnowskiej - 35 uczniów, 3 grupy pani Appaduray - 67     

      uczniów, 3 grupy pani Daniela - 76 uczniów,

- 6- miesięczny kurs kroju i szycia - 126 osób,

 - kurs kierowców samochodowych - 24 osoby,

-kurs muzyczny, dwie grupy - 50 uczennic,

- kurs pielęgniarski dla absolwentek liceum - 19 uczennic,

- kurs laboratoryjno-lekarski - 8 uczennic, kurs telegraficzny - 35 uczniów,

-        kurs trykotarski - 145 uczennic.

Niezależnie od działalności ściśle edukacyjnej, na terenie wszystkich szkół równolegle funkcjonowało wiele organizacji młodzieżowych i dziecięcych, takich jak Harcerstwo, P.C.K., Sodalicja Mariańska, liczne koła zainteresowań, wiele kół sportowych, dziecięcych czy młodzieżowych zespołów artystycznych, itp. Szczególnie wielką aktywnością wyróżniał się ruch harcerski, który objął większość dzieci i młodzieży. W osiedlu miała też swą siedzibę Komenda Chorągwi Indyjskiej. Działalność tych wszystkich organizacji, w których wielce znaczący udział miała kadra  nauczycielska, stanowiła doskonałe uzupełnienie pracy pedagogiczno- -wychowawczej prowadzonej w szkołach. Nie sposób wymienić wszystkich niestrudzonych nauczycieli i organizatorów oświaty i wychowania kilku tysięcy młodych Polek i Polaków, którzy przebywali w osiedlu Valivade. Tym niemniej kilkoro z nich, swą pracą, wielkim zaangażowaniem i kwalifikacjami zawodowymi, połączonymi z wysokim osobistym morale, zasługuje na szczególne wyróżnienie. Są to:

- Zdzisław Żerebecki, prof. matematyki, pełniący w osiedlu rozliczne funkcje m.in. inspektora szkolnego,

- dr Maria Borońska, polonistka ,dyrektor Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego w Valivade,

- dr Maria Skórzyna, dyrektor Liceum Pedagogicznego w Valivade,

- mgr Anna Handerek, historyk, jedna z najmłodszych nauczycielek, instruktorka harcerska, współredaktor czasopisma "Młodzi",

- harcmistrz Bronisław Pancewicz, naczelnik Chorągwi Indyjskiej, niestrudzony organizator rozlicznych kursów dokształcających dla młodzieży,

- harcmistrz Zdzisław Peszkowski, instruktor harcerski, niezwykle lubiany i popularny, działający w środowisku młodszych dzieci,

- pani Janina Dobrostańska, aktorka, kierownik Referatu Kulturalno­-Oświatowego w osiedlu, doskonały organizator życia kulturalnego i oświaty pozaszkolnej, dusza teatru osiedlowego.

 

 

                                                                   Wiesław   Stypuła  

 

 

 

Panchagani

 

 

Stan zdrowia polskich uchodźców przybywających do Indii był na ogół zły.Szczególne zaniepokojenie władz budziło zagrożenie gruźlicą występujące u wielu dzieci oraz części dorosłych. Z tych też względów już w 1942 r. polskie władze uzyskała zgodę władz indyjskich na korzystanie z sanatorium przeciw gruźliczego "Bel Air", w uzdrowiskowej miejscowości Panchgani, położonej na wysokości 1380 m . Jedną z pierwszych kuracjuszek skierowanych do Panchgani była Hanka Ordonówna. Jednakże pobyt Polaków, zwłaszcza dzieci, w miejscowym sanatorium nastręczał wiele problemów. Trudności w porozumiewaniu się z miejscową służbą medyczną, odmienny sposób odżywiania się, konieczność przerwania przez dzieci nauki szkolnej itp. Spowodowały, że władze polskie w 1943 r. zorganizowały w Panchgani własny Ośrodek Opieki Społecznej. Jego kierownikiem został pan Stanisław Dzięgielewski, a od września 1944 r. pan Kazimierz Łęczyński. Do ośrodka kierowane b~ osoby zagrożone gruźlicą, osłabione po przebytych chorobach, czy też wymagające okresowej zmiany klimatu. Z biegiem lat ośrodek rozrastał się i w szczytowym okresie liczba kuracjuszy przekraczała 200 osób. Dzieciom skierowanym do ośrodka na dłuższy pobyt groziło jednak zawieszenie nauki szkolnej Stąd  też w początkowym okresie na terenie ośrodka zorganizowano uzupełniające nauczanie w łączonych grupach, które tworzyły dzieci z różnych klas. W 1944 r. gdy liczba dzieci w ośrodku przekroczyła 60 osób Delegatura zorganizowała niewielką, sześciooddziałową szkołę powszechną. Doświadczenie jednak wykazało, że stan zdrowia dzieci nie pozwala na normalną naukę t.j. w pełnym zakresie tematycznym i w pełnym wymiarze godzin lekcyjnych. Toteż w 1946 r. dokonano ponownej reorganizacji szkoły, tworząc Kurs Szkoły Powszechnej, oraz dla niewielkiej grupki starszych dzieci Kurs Gimnazjalny. Oba kursy miał nietypowy charakter wobec bardzo zróżnicowanego wieku dzieci i młodzieży, zaś maksymalna liczba nauczycieli, których można było zatrudnić nie przekraczała trzech osób. O skali trudności tej pracy świadczy fakt, że n.p. w roku 1946 w zajęciach Kursu Szkoły Powszechnej brało udział 45 dzieci podzielonych na sześć klas-oddziałów, zaś 11 dzieci z Kursu Gimnazjalnego uczęszczało do czterech klas. Mimo takiego stanu zajęcia odbywa~ się w miarę regularnie, aczkolwiek wymagało to zarówno od nauczycieli jak i uczących się dzieci dużego wysiłku. Po zakończeniu kuracji, która trwała od kilku do kilkunastu miesięcy, dzieci wraca~ do swych macierzystych osiedli, gdzie kontynuował naukę w normalnych szkołach.

 

Wiesław Stypuła

                       Związek  Sowiecki

 

Szkolnictwo polskie na Kresach przestało praktycznie funkcjonować z chwilą wkroczenia wojsk sowieckich do Polski we wrześniu 1939 r. Budynki szkolne przejęły władze okupacyjne, kadrę nauczycielską spacyfikowano poprzez liczne aresztowania oraz masowe zsyłki na Syberię, zaś młodzież szkolną zarówno w Kraju, jak i na zesłaniu poddawano głębokiej rusyfikacji. Po dwóch latach rozpoczyna się wielki proces reaktywowania polskiego szkolnictwa. Przy tworzącej się Armii Polskiej na terenie Związku Sowieckiego powstają liczne szkółki o charakterze paramilitarnym, oraz różnego rodzaju ochronki czy sierocińce. Do pracy z młodzieżą szkolną, mimo niejednokrotnie skrajnego wycieńczenia, zgłaszają się nieliczni ocalali nauczyciele, którzy z wielkim poświęceniem przystępują do pracy. Jeszcze bez programów, podręczników, przyborów szkolnych, czy materiałów piśmiennych, ale z wielkim zapałem rozpoczęło się ponowne nauczanie w ojczystym języku, stwarzając podwaliny do wielkiego rozkwitu polskiego szkolnictwa na wychodźstwie.

 

                Wiesław Stypuła

 


turkmenia

 

W Aszchabadzie, po kilkuletniej przerwie związanej ze zsyłką na Sybir, gromadka dzieci polskich podjęła na nowo swą edukację. Było to niezmiernie trudne zadanie gdyż, pomijając bardzo zły stan zdrowotny większości dzieci, należało przełamać w nich szereg zahamowań psychicznych. Do niedawna dzieci te przebywały w skrajnych warunkach i przeżyły wiele osobistych tragedii. Ponadto opiekunowie dzieci na ogół nie posiadali kwalifikacji nauczycielskich, nie było żadnych materiałów piśmiennych czy książek polskich. Mimo tych wszystkich utrudnień przystąpiono do wstępnego nauczania. Dzieci podzielono na kilka grup wiekowych. Ja jako przedwojenny drugoklasista zostałem zakwalifikowany do jednej z grup średniaków. Wychowawcy otrzymali zadania prowadzenia różnego rodzaju zajęć uzupełniających o charakterze wychowawczo-edukacyjnym. Nie były to w ścisłym tego słowa znaczeniu lekcje oparte na realizacji jakiegoś programu nauczania, a raczej zajęcia związane z przypominaniem niektórych podstawowych pojęć, wydarzeń  historycznych, nazw geograficznych, zasad postępowania itp. Lekcje te miały charakter pogadanek i rozmów połączonych z różnego rodzaju zabawami. Wszystko zależało od inwencji i kwalifikacji nauczyciela, chociaż trzy przedmioty miały prawie lekcyjny charakter. Były to gimnastyka, śpiew i wychowanie ogólne czyli rzecz o dobrych manierach. W tych dwóch ostatnich dziedzinach znaczący udział miała Hanka Ordonówna pracująca z pierwszą grupą dzieci w sierocińcu, co dość wiernie opisała w swej książce. Na lekcji polskiego uczyliśmy się poprawnego wysławiania się, odpowiadania pełnymi zdaniami, eliminowania wielu nabytych rusycyzmów, a także słów niecenzuralnych. Częstym zajęciem była też zbiorowa recytacja wyuczonych na pamięć dłuższych tekstów czy wierszyków. To robiliśmy na ogół bardzo chętnie. Gorzej było gdy dany tekst należało powiedzieć samemu. Prawie nikt nie chciał zgłaszać się na ochotnika, a wyznaczone dzieci czyniły to z wielkimi oporami. Młodsze dzieci uczyły się polskich liter rysując je patykiem na udeptanej i wygładzonej ziemi, bądź skrawkiem ołówka na marginesach rosyjskich gazet. Do zajmujących lekcji

należała historia i geografia. Bardzo chętnie słuchaliśmy różnych pogadanek o tematyce związanej z naszymi dziejami, czy o bohaterach narodowych. Lekcje śpiewu zaczynaliśmy od nauki hymnu narodowych czy ludowych. Zbiorowa gimnastyka była w programie każdego dnia. Lubiliśmy ją, ale jakże bardzo krępowaliśmy się zdejmować wierzchnie ubranie, które kryło nasze wychudłe nóżki czy wydęte brzuszki.

                     

                                                                                                           Wiesław Stypuła

Kirgizja

 

 

Polskie szkoły na wygnaniu powstawały nawet na chwilowym miejscu postoju. Już w Rosji, gdy do miejscowości w których stacjonowały polskie oddziały wojskowe zaczęły napływać rodziny, poczęły też wyrastać improwizowane szkółki. Bez lokalu, podręczników i pomocy naukowych, lecz z nauczycielem entuzjastą i grupą przypadkowo dobranych słuchaczy spragnionych polskiej książki i polskiego słowa, te szkoły, z góry skazane na zakończenie krótkiego żywota, bez egzaminów, świadectw i sprawozdań, pełniły ważną rolę: wprowadzały z powrotem nas, wygnańcze dzieci w świat kultury polskiej i dawały złudzenie powrotu do normalności. Pamiętam dobrze swój pierwszy dzień w takiej szkole w Dżałał-Abadzie, na podwórzu obozu jednej z jednostek V Dywizji. Siedzieliśmy w rowie, a pan profesor na cegiełce położonej na kupce ziemi wtajemniczał nas w sekrety reguły trzech. Później przenieśliśmy się do obozu Komendy Uzupełnień i lekcje odbywały się już w "komforcie" - w stajni wojskowej. Najstarsza klasa zasiadała jak w loży na wysokich posłaniach furmanów. Pani profesorka  uczyła nas fragmentów „Pana Tadeusza” – książek jeszcze nie było.

 

                                                                                                     Danuta Pniewska

 


 

 

Uzbekistan

 

 

Po opuszczeniu Kazachstanu zatrzymaliśmy się w miejscowości Naukat w Uzbekistanie. Pobyt tam był niezmiernie trudnym okresem w naszym życiu. W pierwszych dniach sierpnia 1942 r. przybył do nas mąż zaufania z Kujbyszewa. Po uzgodnieniu z NKWD, w miejscowej szkole zorganizowano dla polskich dzieci naukę i dożywianie. Stryj zajmował się nauczaniem dość licznej gromady dzieci. Mimo wielu starań z trudem udawało mu się prowadzić zajęcia lekcyjne bez książek, zeszytów i przyborów do pisania. Na pierwszych lekcjach przeważnie ćwiczyliśmy umiejętność czytania na tekstach napisanych na tablicy przez stryja. Z matematyki pogłębialiśmy wiadomości przy zastosowaniu czterech działań arytmetycznych. Natomiast na ostatnich lekcjach były różne wiadomości z innych przedmiotów pod nazwą "zajęcia praktyczne". Jednak nasze zainteresowanie nauką było mierne, ponieważ głód był silniejszy od nas. Z niecierpliwością czekaliśmy na męża zaufania, który przynosił bochenek czarnego chleba i kroił na porcyjki wielkości pudełka zapałek. A my staliśmy i pożeraliśmy wzrokiem ten chleb, bo przecież od wielu miesięcy naszym pożywieniem była jedynie lebioda i dziki czosnek. Teraz chochelka zupy i ten kęs chleba wprawdzie nie zaspokajał głodu, ale każdy następny dzień był pełen nadziei, że nie jesteśmy osamotnieni w walce o przetrwanie. Nasza wakacyjna szkoła trwała około trzech tygodni. Późnej wyjechaliśmy do Kujbyszewa.

 

                                                                  Irena Mikuś-Górska