![]() |
Polscy uchodźcy, którym udało się
wydostać z "sowieckiego raju" wraz z Wojskiem Polskim pod dowództwem
generała Andersa, wszyscy przeszli przez Iran. Dwoma wielkimi rzutami
ewakuacyjnymi (marzec-kwiecień 1942 i sierpień-wrzesień 1942 r) przez Morze
Kaspijskie z Krasnowodzka do Pahlevi oraz kilkoma małymi, drogą lądową z
Aszchabadu do Meszhedu dotarło do Iranu oprócz wojska, około 38 tysięcy
Polaków, z czego ponad połowę stanowiły dzieci i młodzież (nie licząc starszej młodzieży ponad 16
lat). W tej sytuacji najważniejszą sprawą (poza zakwaterowaniem, wyżywieniem
i opieką zdrowotną) okazało się nauczanie. Już na piasku plaży koło portu
Pahlevi, gdzie przybywający ze Związku Sowieckiego ludzie przechodzili
pierwsze zabiegi sanitarne i kwarantannę, tworzyły się grupki dzieci
gromadzonych przez nauczycieli, którzy dysponując wyłącznie swoją pamięcią,
spontanicznie podejmowali próby nauczania. Ogromna większość tej rzeszy
uchodźców polskich została skierowana
do wielkich obozów przejściowych w Teheranie, stamtąd dopiero była kierowana do "stałych"
osiedli założonych w różnych częściach świata. Od 1. IV 1942 r. działała
Delegatura Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej w Londynie, która już w
maju powołała Komisję Szkolną dla organizowania szkół i
nadzoru nad nimi. Od 1. VIII. 1943 r. funkcje te przejęła
Delegatura Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Szkoły
powstawały najpierw w Teheranie, gdzie po roku pobytu tam Polaków było ich
dziesięć, w tym dziewięć powszechnych i jedno gimnazjum. Z kolei
organizowano szkoły w innych ośrodkach polskich. W Isfahanie, gdzie
umieszczono sierocińce, było osiem szkół powszechnych i jedno gimnazjum. W
Ahwazie (obóz przejściowy na drodze do portu wyjazdowego) była jedna szkoła
powszechna i gimnazjum. W Meszhedzie - jedna szkoła powszechna. W Iraku i w
Libanie szkoły polskie powstały później, dopiero wtedy, gdy w 1945 r.
ewakuowano tam resztę Polaków z Iranu. W Palestynie było dużo szkół pod
kierunkiem władz wojskowych, głównie były to szkoły dla młodzieży - ogólnokształcące
i zawodowe.
Zdzisława Wójcik
![]() |
W Teheranie i na jego obrzeżach
utworzono wielkie obozy dla Polaków, którym udało się wydostać z niewoli
sowieckiej - dla wojska
i ludności cywilnej. Dla osób
cywilnych były obozy: nr l, 2, 3 oraz nr 5 - sierociniec. Założono też
szpitale: wojskowy i cywilny, zorganizowano dom starców i dom dla nauczycieli
oraz różne potrzebne warsztaty. W prymitywnych warunkach obozów przejściowych
(namioty, hangar lotniczy, niedokończona fabryka) szukać trzeba początków
polskiego szkolnictwa dla dzieci uchodźców ze Związku Sowieckiego.
Organizowane wówczas spontanicznie klasy i szkoły działały według programu
obowiązującego bezpośrednio przed wojną. W obozach Teheranu od pierwszych
dni ich istnienia odradzało się samorzutnie harcerstwo; powstawały zastępy i
drużyny harcerskie organizowane przez samozwańczych młodych wodzów. Pierwsza
drużyna harcerska zaistniała w obozie nr 1 już w kwietniu 1942 r. , kolejne w
następnych dniach i tygodniach ; oczywiście więcej było drużyn żeńskich
niż męskich, gdyż większość chłopców znalazła się w obozach
wojskowych. Również samorzutnie powstał Hufiec Harcerski w Teheranie z hufcową
Anną Lubieniecką. Hufiec obejmował pięć drużyn harcerek (230 dziewcząt)
oraz drużynę harcerzy (60 chłopców), a wkrótce także sześć gromad
zuchowych i ogarnął wszystkie trzy obozy cywilne Teheranu. Kierownictwa obozów
szybko doceniły znaczenie harcerstwa dla organizowania zajęć pozalekcyjnych młodzieży.
Wszyscy dostali mundurki uszyte według przedwojennej formy. Drużynowi, którzy
sprawdzili się w pracy harcerskiej w Teheranie, wyjeżdżali z poleceniem
zorganizowania drużyny w osiedlu, do którego zostali skierowani. Podobnie było
też z nauczycielami; wyjeżdżali oni ze świadomością, że nie przestają być
nauczycielami w czasie drogi, a po przyjeździe do stałego osiedla włączą się
natychmiast w pracę tamtejszej szkoły lub w razie potrzeby szkołę zorganizują.
![]() |
Z uwagi na korzystny Klimat, w Isfahadzie umieszczono polskie sierocińce – ponad 20 zakładów wychowawczych, dla ok. 3000 dzieci i młodzieży, liczne szkoły powszechne oraz średnie – ogólnokształcące i zawodowe.
![]() |
W wielkim
obozie przejściowym pod tym miastem, zatrzymywały się wszystkie transporty Polaków wyjeżdżających z Iranu drogą morską
(z portu Basra w Iraku) do stałych osiedli w różnych częściach świata. Były
to głównie transporty kierowane do Afryki. Niektórzy mogli wyruszyć w dalszą
drogę już po tygodniu lub kilku, inni czekali na statek nawet po kilka miesięcy.
W obozie była szkoła
powszechna i gimnazjum, a także przedszkole. Młodzież wyżywała się w zespołach
tanecznym i gimnastycznym, kontynuowała zapoczątkowane w Teheranie zajęcia
harcerskie. Pracował referat kulturalno-oświatowy, organizując odczyty i
obchody różnych świąt i rocznic; prowadził kolportaż prasy. Była nawet
biblioteka. Szkoły, organizacje młodzieżowe i instytucje kulturalno -oświatowe
nie przerywały pracy, chociaż zmieniał się ciągle skład tych, którzy tę
pracę prowadzili, jak i tych, którzy z niej korzystali.
Zdzisława
Wójcik
![]() |
Do Palestyny, która miała
wtedy status mandatu brytyjskiego, Polacy zaczęli przybywać już pod koniec
1940 r. Rodziny z dziećmi w wieku szkolnym starano się skupiać najpierw w
Tel-Awiwie, potem także w Jerozolimie. W grudniu 1940 r. Konsulat RP w
Tel-Awiwie zorganizował polską szkołę powszechną i średnią. W 1942 r.
zaczęli przybywać do Palestyny polscy uchodźcy ze Związku Sowieckiego. Jako
pierwsi pojawili się junacy (chłopcy w wieku 14-18 lat). Zorganizowani przez
polskie władze wojskowe jeszcze w Związku Sowieckim, poprzez obozy wojskowe w
Iranie dotarli do Palestyny już w maju 1942 r. Zgrupowano ich w Baskit. Z kolei
przybyły dziewczęta w wieku 14-18 lat. Były to junaczki. Zgrupowano je w
Rehovoth, później nazwano je młodszymi ochotniczkami.
Z tych obozów rozsyłano młodzież
do różnych szkół w Palestynie i Egipcie. Szkoły te zmieniały często swe
miejsce. Dowództwo Szkół Junackich mieściło się w Barbarze koło Gazy.
Palestyna stała się wielkim ośrodkiem szkół średnich pod opieką Wojska
Polskiego; tam drukowano podręczniki i lektury szkolne oraz najważniejsze
pozycje z polskiej literatury pięknej rozsyłane do wszystkich polskich ośrodków
uchodźczych. Dziewczęta, które przybyły ze Związku Sowieckiego trafiły
najpierw do Rehovoth. i tam uczyły się razem z młodszymi ochotniczkami w
szkole prowadzonej przez Dowództwo Szkół Junackich. Z czasem dziewczęta nie
objęte szkołami wojskowymi zgrupowano w Ain-Karem, zaledwie
- przedszkole
- szkoła powszechna
- gimnazjum i liceum ogólnokształcące
- Junacka Szkoła Kadetów
- szkoła powszechna
- gimnazjum ogólnokształcące - liceum humanistyczne
- liceum drogowe
-
Zgrupowanie: Obóz Junaków ( do 1943 r.)
BAIT-NABALA
- Junacka Szkoła Mechaniczna
JEN
IN
- Szkoła dla Junaczek (do 1943 r.)
JEROZOLIMA
- Publiczna Szkoła Powszechna III stopnia
KI RYAT-MOTZKIN
- Junacka Szkoła Mechaniczna
NAZARET
- Młodsza
Junacka Szkoła Powszechna
przy zakładzie oo. salezjanów
-
Liceum Pedagogiczne
-
Szkoła Powszechna i Gimnazjum dla Młodszych Ochotniczek
przy Bazylice N.M.P.
REHOVOTH:
- Zgrupowanie: Obóz Junaczek
- Szkoła dla Junaczek
- IV Junacka Szkoła Mechaniczna
- III Junacka Szkoła Mechaniczna
- Junacka Szkoła Kadetów
- Starsza Junacka Szkoła Powszechna
(do 1943 r.)
SARAFAND
- Junacka Szkoła Mechaniczna
Junackie szkoły z Palestyny, podobnie jak z Egiptu, przeniesiono z
uczniami
i nauczycielami w drugiej połowie 1947 r. do Wielkiej Brytanii.
Grażyna
Gołębicka –Płonka
![]() |
Polacy zaczęli tu przybywać
wcześnie. Najpierw pojedynczymi rodzinami po wrześniu 1939 r.
Potem w latach 1942-1943 studenci odkomenderowani z wojska na studia medyczne i
klerycy do Seminarium Duchownego; wreszcie maturzyści z polskich szkół
w Palestynie i w Iranie. W końcu 1945 r. było już w Libanie około 650
osób. Polscy uchodźcy ze Związku Sowieckiego pojawili się w Libanie w
drugiej połowie 1945 r. kiedy musiano ich ewakuować z Iranu. Było ich około
4300, zostali rozmieszczeni w dziewięciu miejscowościach w pobliżu Bejrutu.
Te ośrodki polskie miały swoich kierowników, księży i swoje szkoły. Szkoła
powszechna była w każdym ośrodku, w większych także szkoła średnia.
Ponadto w Bejrucie funkcjonował Instytut Polski ze Studium Polonistycznym, był
on kontynuacją Towarzystwa Studiów Irańskich przeniesionego tu w 1945 r. z
Teheranu. Największym skupieniem Polaków i polskich szkół był Zouk Mikael.
Oprócz tego szkoły polskie funkcjonowały również w : Ajaltoun,
Baabdad, Bdadoun, Beit-Chebab, Ghazir, Roumy i Bejrucie.
Zdzisława
Wójcik
Indie
![]() |
|
|
Polskie szkolnictwo w Indiach to interesująca i ważna
karta w dziejach uchodźstwa polskiego w okresie II wojny światowej. To właśnie
tu powstała w 1942 r. jedna z pierwszych polskich szkół na emigracji. Tu też
w jednym z polskich osiedli - Valivade, powstał największy w czasie wojny ośrodek
polskiego szkolnictwa na świecie. Przez okres około pięciu lat funkcjonowało
jednocześnie kilkanaście ogólnokształcących i zawodowych szkół, w których
uczyło się kilka tysięcy dzieci i młodzieży polskiej. Ustawiczny brak
dostatecznej liczby wykwalifikowanych kadr nauczycielskich, podręczników,
programów nauczania, pomocy szkolnych, a także właściwych pomieszczeń do
nauki sprawiały, że nauczanie odbywało się w warunkach iście spartańskich.
Dodatkowe poważne utrudnienie stanowiły niekorzystne, zwłaszcza dla
Europejczyków, warunki klimatyczne. Praktycznie biorąc w tropikalnym klimacie
indyjskim tylko przez okres około sześciu miesięcy t.j. od listopada do marca
istniały warunki do prowadzenia regularnych, normalnych zajęć szkolnych. W
pozostałych okresach, w czasie długotrwałych monsunów, bądź
tropikalnych upałów nauka w prowizorycznych, nieklimatyzowanych
pomieszczeniach praktycznie była niemożliwa. Równie dokuczliwe były wybuchające
co pewien czas różne epidemie, dezorganizując zajęcia szkolne. Trzecim
czynnikiem komplikującym edukację była bardzo złożona struktura
organizacyjna szkolnictwa polskiego w Indiach. Wynikała ona z faktu, że na
terenie Indii funkcjonowały równolegle cztery typy ośrodków uchodźczych:
- obóz tranzytowy w COUNTRY-CLUB KARACZI
- ośrodki (obozy) przejściowe w BAN DRZE BOMBAJU, QUETTClE, oraz w MAUR
koło Karaczi,
- osiedla stałe w BALACHADI
koło Jamnagaru i w VAUVADE koło Kolhapur,
- ośrodek
kuracyjno-wypoczynkowy w PANCHGANI.
Ponadto część starszej młodzieży
polskiej była okresowo kierowana do miejscowych szkół, głównie konwentów,
mając tam na ogół oddzielne klasy. Mimo tych wszystkich trudności cała
polska młodzież przebywająca na terenie Indii była praktycznie objęta
szkolnym nauczaniem. Jej liczbę trudno dziś ściśle określić z uwagi na
nieustanne przemieszczanie się wielkich grup uchodźców między poszczególnymi
ośrodkami. O skali zjawiska świadczy liczba 9974 dzieci i młodzieży polskiej
w wieku do siedemnastu lat, która w latach 1942-45, przewinęła się przez
obozy w Karaczi. Podkreślenia wymaga też fakt, że na terenie poszczególnych
szkół lub przy ich aktywnym udziale, we wszystkich ośrodkach uchodźczych
funkcjonowały bardzo liczne organizacje społeczne, których działalność była
ściśle zsynchronizowana z zajęciami szkolnymi. Wyliczyć tu można takie
masowe organizacje jak: Harcerstwo, Sodalicja Mariańska, Polski Czerwony Krzyż,
a także kilkadziesiąt zespołów sportowych, szkolne chóry i zespoły
teatralne, orkiestra młodzieżowa, oraz liczne kółka zainteresowań. Oprócz
tego w osiedlach organizowano wiele uzupełniających kursów zawodowych. Ważnym
uzupełnieniem w pracy pedagogiczno-wychowawczej była działalność
wydawnicza. W młodszych klasach były to różnego rodzaju biuletyny, błyskawice
czy gazetki ścienne redagowane przez same dzieci, dorastająca młodzież
osiedla valivadzkiego wydawała własne, bardzo ciekawie redagowane czasopismo Młodzi.
Szkolnictwo polskie jak i cała działalność związana z opieką i
organizacją życia społecznego uchodźstwa polskiego w Indiach podlegały
kolejno trzem strukturom. W latach 1941-42 wszystkie sprawy dotyczące uchodźstwa
leża1y w gestii Konsula Generalnego w Bombaju, oraz Delegata PCK na Indie, początkowo
obie te funkcje pełnił Eugeniusz Banasiński, później kierownictwo komórki
PCK przejęła jego żona Kira Banasińska. W ostatnich dniach maja 1943 r.
została powołana w Bombaju Delegatura MPiOS, przy której utworzono Urząd d/s
szkolnych, który jesienią został przekształcony w oficjalną Delegaturę
Ministerstwa WRiOP, kierownictwo placówki objął pan Michał Goławski. Jego
zastępcą a zarazem inspektorem szkolnym w osiedlu Valivade został pan Zdzisław
Zerebecki. W roku 1945, w związku z cofnięciem przez aliantów uznania rządowi
RP na uchodźstwie, wszystkie polskie struktury rządowe w Indiach zostały
zlikwidowane, został tylko Polski Komitet Opieki nad Uchodźcami, który
zachował dotychczasowe formy opieki społecznej we wszystkich dziedzinach, w
tym i w szkolnictwie polskim. Powyższe zmiany instytucjonalne, jak i pojawiające
się okresowo spory kompetencyjne między poszczególnymi strukturami rządowymi,
nie miały większego wp1ywu na niezwykle dynamiczny rozwój szkolnictwa
polskiego w Indiach. Podstawy tego szkolnictwa nie tworzyły się jednak na
terytorium Indii, lecz w ośrodkach ewakuacyjnych dzieci polskich, oraz różnych
punktach zbornych Polaków na terenie Związku Sowieckiego, a następnie w
obozach przejściowych i tranzytowych na terenie Iranu. W
tamtych bowiem ośrodkach nie tylko rozpoczęto wstępne prace przygotowawcze i
organizacyjne powszechnej edukacji dzieci i młodzieży, ale jak w przypadku
obozów irańskich utworzono szereg jednostek szkolnych, które rozpoczęły
w miarę regularne nauczanie. Interesującym
może być fakt, że przy
organizowaniu transportów ewakuacyjnych, z ośrodków przejściowych do stałych
osiedli uchodźczych, starano się w miarę możności zachować uformowane już
struktury szkolne.
Wiesław Stypuła
![]() |
ośrodki przejściowe
i tranzytowe w indiach
Bandra
Ewakuacja ludności cywilnej
ze Związku Sowieckiego, trasą lądową Aszchabad - Meszhed, była przedsięwzięciem
bardzo niebezpiecznym. Dzieci były przewożone ciężarówkami trasą, liczącą
ok. 1,5 tys. km, prowadzącą przez pustynno-górzyste tereny pogranicza irańsko-afgańskiego.
Pierwszy transport dzieci z sierocińca w Aszchabadzie, liczący około 170 osób,
po blisko miesięcznej wędrówce dotarł do Bombaju w połowie kwietnia 1942 r.
Dalsze kontynuowanie jazdy było jednak niemożliwe, gdyż pośpiesznie budowane
stałe osiedle w Balachadi koło Jamnagaru, nie było jeszcze gotowe. Z tego też
względu podjęto decyzję o utworzeniu ośrodka przejściowego w Bandrze na
przedmieściach Bombaju, w trzech wynajętych willach. Fatalny stan zdrowotny
dzieci zmusił kierownictwo ośrodka do zajęcia się przede wszystkim sprawami
lecznictwa. Tym niemniej zgromadzenie na tak małym obszarze licznej gromady
dzieci i młodzieży rodziło wiele problemów, stąd też postanowiono wypełnić
im czas ogólną edukacją. Były to różnego rodzaju pogadanki a także zajęcia
o charakterze lekcyjnym. Od samego początku istnienia ośrodka wyłonił się
problem kontaktów dzieci z
obcojęzycznym otoczeniem. Szczególne znaczenie miało to w miejscowych
szpitalach czy ambulatoriach. Żadne
z dzieci i
prawie nikt z dorosłych nie znał języka angielskiego i oczywiście języków
miejscowych. Stąd też do sierocińca została zaangażowana specjalna
nauczycielka języka angielskiego, która natychmiast rozpoczęła zajęcia w
czterech grupach dziecięcych, a nieco później z grupą dorosłych. Kapitan
Webb, wizytujący ośrodek z ramienia rządu Indii, w swym sprawozdaniu do władz
nie omieszkał z satysfakcją podkreślić pilności i zadziwiających postępów
w nauce polskich dzieci. Zadziwiających, gdyż w Indiach o tej porze roku występują
największe upały, sięgające niekiedy 40 do
Wiesław Stypuła
Quetta
Drugi transport ewakuacyjny dzieci z Aszchabadu, napotkał
na znaczne trudności z dotarciem do miejsca swego przeznaczenia. Tym razem
przeszkodą okazała się, nie notowana od lat, gigantyczna powódź, podczas której
zostały przerwane wszystkie przeprawy mostowe przez rzekę Indus. W tej
sytuacji transport dzieci został czasowo skierowany do przygranicznego miasta
Quetta, gdzie na terenie bazy wojskowej zorganizowano przejściowy obóz. Po
kilku dniach kierownictwo ośrodka zdecydowało o powrocie dzieci do przerwanej
edukacji. W transporcie znajdowało się kilka nauczycielek, z panią Marią Skórzyną
na czele, które natychmiast przystąpiły do pracy. Początkowo była to nauka
pamięciowa, w formie pogadanek, później, po otrzymaniu od miejscowych władz
materiałów piśmiennych zaczęło się "wielkie pisanie". Początkowo
było to pisanie bardzo nieporadne. Starsze dzieci z trudem przypominały sobie
podstawowe reguły gramatyczne, a młodsze niekiedy po raz pierwszy trzymały ołówki
w rękach. Jedną z form dopingu do nauki były konkursy dyktand
ortograficznych. Starszej młodzieży stawiano czasem znacznie trudniejsze
zadania m.in. Czesia Krygiel (z d. Moniak) z wielkim rozrzewnieniem tak
wspomina: "Quetta to piękne miasto zamieszkałe przez angielskie rodziny
wojskowych. Zaraz po przyjeździe i rozmieszczeniu w blokach koszarowych, pani
Skórzyna zorganizowała szkołę, a pani Dobrostańska zespół taneczny.Tańczyliśmy
na wysokiej scenie pod gołym niebem, w naprędce sporządzonych strojach
ludowych. Nasze wyczyny taneczne gromko oklaskiwali licznie zgromadzeni na
wielkim placu Anglicy i Hindusi.
Nastrój był wspaniały. Pamiętam, że na zajęciach szkolnych z języka
polskiego otrzymaliśmy arcytrudny temat: "W każdym człowieku jednakie człowieczeństwo".
Trochę może dziwny i nie w pełni zrozumiały temat dla dzieci, z których większość
miała trudności w ogóle z pisaniem. Po przejściach w Rosji było to przecież
nasze pierwsze wielkie zetknięcie z polską szkołą..." Po kilku miesiącach
wody Indusu nieco opadły. Uruchomiono przeprawy promowe. Zajęcia szkolne zostały
ponownie zawieszone i transport dzieci ruszył dalej w głąb Indii, do osiedla w Balachadi.
Wiesław
Stypuła
Karaczi – Country Club
Obóz w Country Club rozpoczął
działalność w dniu 4 września 1942 r. i otrzymał oficjalną nazwę "Obóz
Polskich Ewakuowanych." W pierwotnym założeniu miał pełnić wyłącznie
funkcje obozu tranzytowego dla uchodźców polskich z ośrodków irańskich, w
ich drodze do stałych osiedli. Był on zlokalizowany w terenie pustynnym, należącym
do angielskiej bazy wojskowej, w odległości
Wiesław
Stypuła
Malir
Wiosną 1943 r. wobec zbliżających się letnich upałów,
burz piaskowych, a później długotrwałej pory deszczowej, dłuższy pobyt
uchodźców w przeludnionym obozie tranzytowym stawał się bardzo uciążliwy.
Po uzyskaniu niezbędnej zgody został utworzony przejściowy ośrodek, na
terenie amerykańskiej bazy wojskowej, w pobliżu Karaczi, do którego stopniowo
przemieszczano część uchodźców z obozu tranzytowego, głównie
przewidzianych do dalszego pobytu na terenie Indii. Ośrodek otrzymał oficjalną
nazwę "Obóz polski w Malir", został on podzielony na dwa
1OOO-osobowe rejony oraz jeden podrejon. Obóz stanowił samodzielną jednostkę
administracyjno-gospodarczą, którą kierował starosta obozu kapitan Władysław
Jagiełłowicz, podległy Delegaturze MPiOS w Indiach. Utworzono Referat
Szkolny, obejmujący zakresem swego działania również obóz tranzytowy, którym
kierował pan Chruściel. Już w marcu 1943 r. ochronkę z dziećmi przybyłymi
z Isfahanu skierowano do ośrodka, przekształcając ją w Zakład Wychowawczy
im. generała Władysława Sikorskiego. Jednocześnie przy Zakładzie otwarto
szkołę powszechną oraz trzyklasowy kurs gimnazjalny, do którego uczęszczało
86 dziewcząt i 5 chłopców. Z początkiem kwietnia utworzono Szkołę
Powszechną nr 1. W końcu maja, po kilkudniowym pobycie w obozie tranzytowym,
do obozu w Malir przybył transport z pierwszego obozu w Teheranie, w którym
znajdowali się uczniowie uczęszczający do jednego z trzech polskich gimnazjów
teherańskich. Z młodzieżą przybyły ich rodziny, grono nauczycielskie oraz
dyrektor szkoły pan Zdzisław Żerebecki. W ten sposób, mimo dwukrotnej zmiany
miejsca postoju w obozach przejściowych w Ahwazie
Country Club, zachowana została ciągłość nauki w tym wędrownym
gimnazjum. W połowie czerwca dyr. Żerebecki zreorganizował obie grupy
gimnazjalne tworząc pełne czteroklasowe gimnazjum z wydzieloną klasą licealną.
Łącznie w tej średniej szkole było 286 dziewcząt i chłopców. Rozpoczęła
się intensywna nauka, mimo że kadrę nauczycielską stanowiło zaledwie czworo
w pełni wykwalifikowanych nauczycieli. Szczególnie brakowało wykładowców łaciny,
fizyki i angielskiego. W nauce tego języka pewnej pomocy udzieliły
nauczycielki z Y.M.C.A. w Karaczi. Trudności w nauczaniu pogłębiał całkowity
brak podręczników, gdyż wszystkie książki, które posiadali nauczyciele
przed wyjazdem z Iranu, musiały być zdane do Referatu Szkolnego w Ahwazie.
Radzono sobie w ten sposób, że nieliczne zachowane pojedyncze egzemplarze
przepisywano żmudnie na maszynie i następnie powielano je w większych ilościach.
Mimo tych trudności nauka we wszystkich szkołach odbywała się prawie
normalnie, wg opracowanego programu i w pełnym wymiarze godzin lekcyjnych. W
obozie Malir, w którym istniały nieporównywalnie
lepsze warunki bytowe niż w obozie tranzytowym, na olbrzymią skalę
rozwinęła się działalność kulturalno-oświatowa, Już w maju urządzono
dwa lokale świetlicowe oraz izbę harcerską. Założono
koło artystyczne, w którym działały sekcja teatralna, taneczna,
deklamatorska oraz chór. Utworzono koło sportowe, zorganizowano kursy dokształcające
oraz nauki języka angielskiego. W ramach tych kursów wygłoszono
m.in. szereg wykładów i pogadanek, głównie z literatury ale też z
dziedziny fizyki, itp. Amatorski teatr opracował i kilkakrotnie wystawił rewie
oraz bajki dla dzieci, przy frekwencji sięgającej 400 osób. Na zaproszenie
zarządu amerykańskiego szpitala wojskowego dzieci szkolne urządziły
przedstawienie dla chorych lotników amerykańskich, zakończone wielką owacją.
W sierpniu 1943 r. Upływał ostateczny termin zwrotu władzom wojskowym czasowo
udostępnionych polskim uchodźcom pomieszczeń w obozie Malir. W związku z tym
w połowie lipca prawie całą ludność z obozu, łącznie z wędrującym
gimnazjum przeniesiono do stałego osiedla w Valivade.
Wiesław
Stypuła
Balachadi
Osiedle w Balachadi było pierwszym w Indiach i zapewne
pierwszym na świecie, stałym polskim osiedlem uchodźczym w okresie II wojny
światowej. Zostało ono wybudowane wiosną 1942 r. z inicjatywy maharadży księstwa
Navanagar Jam Saheba, który zaprosił wówczas 500 sierot polskich,
ewakuowanych z południowych terenów Związku Sowieckiego. Uruchomienie osiedla
nastąpiło w połowie lipca 1942 r. z chwilą przyjazdu pierwszej grupy z ośrodka
w Bandrze. Komendantem osiedla przez cały okres jego istnienia był kapelan
wojskowy ksiądz Franciszek Pluta; w ciągu tych czterech lat przebywało tu
łącznie około tysiąca dzieci. Po kilkudniowej adaptacji i zagospodarowaniu
się dzieci zostaje zorganizowana szkoła, w której naukę rozpoczyna sto
kilkadziesiąt dzieci. W początkowym okresie najpilniejszym zadaniem było
wyszukanie odpowiednich pomieszczeń. Długie, wąskie baraki mieszkalne, z
niewielką ilością nieprzeszklonych okien, niezbyt nadawały się do
prowadzenia zajęć szkolnych. Trudności potęgował brak elektryczności.
Sprawę częściowo rozwiązał niezawodny maharadża Jam Saheb, który na
potrzeby polskiej szkoły udostępnił swój Guest House, a później sąsiednie
pomieszczenia barakowe położone w pobliżu osiedla. W pierwszych tygodniach
praca w szkole miała charakter przygotowawczo -organizacyjny, gdyż w ośrodku
znajdowały się zaledwie dwie osoby posiadające wykształcenie pedagogiczne.
Wstępne programy nauczania dla poszczególnych grup przygotowywały one z pamięci.
Prawdziwe zajęcia szkolne rozpoczęły się we wrześniu po przybyciu do
osiedla, z ośrodka przejściowego w Quettcie, drugiego transportu dzieci. Wraz
z nimi przyjechało bowiem kilka nauczycielek, które natychmiast włączyły się
do pracy. Swój wielki zmysł organizatorski wykazała pani Maria Skórzyna
mianowana dyrektorem szkoły. Dotychczasowe prowizoryczne struktury szkolne
zostały zreorganizowane, w wyniku czego powstała pełna sześcioklasowa szkoła
powszechna, przedszkole, oraz kurs gimnazjalny. W tym okresie w Indiach nie
funkcjonowały jeszcze żadne oficjalne struktury oświatowe, nie było programów
nauczania ani biblioteki szkolnej, a nauczyciele dysponowali zaledwie kilkoma
starymi, przedwojennymi podręcznikami. Tym niemniej w ciągu kilku tygodni
zostały opracowane ramowe programy dla poszczególnych klas, które starano się
systematycznie realizować. Wymagało to niezwykle ofiarnej pracy ze strony
wszystkich nauczycieli, którzy niezależnie od prowadzenia
wielogodzinnych zajęć z dziećmi, oraz przygotowywania kolejnych lekcji, byli obarczani wieloma innymi funkcjami w osiedlu. Zajęcia w szkole wymagały też znacznego wysiłku ze strony dzieci. Brak książek i pomocy szkolnych powodował, że przyswajanie wiadomości opierało się głównie na pracy pamięciowej, oraz żmudnym przepisywaniu różnych tekstów z podręczników. Niezależnie od tych uciążliwości, ogólny poziom nauczania był stosunkowo wysoki .1 praca w szkole przebiegała w miarę l1ormalnie. Wkrótce jednak wystąpiły dramatyczne wydarzenia, które nie tylko w gwałtowny sposób zakłóciły tok nauki w szkole ale i pod znakiem zapytania postawiły dalsze istnienie osiedla. Katastrofalny monsun i związana z nim olbrzymia powódź stały się przyczyną gwałtownego wybuchu epidemii malarii, która objęła całe północne Indie. Zachorowało kilkadziesiąt milionów ludzi. Niestety nie ominęła ona także osiedla w Balachadi. W osiedlu kulminacja epidemii przypadła pod koniec 1942 r., kiedy to zachorowało ponad 80% jego mieszkańców. Później u większości dzieci wystąpiły wielokrotne nawroty choroby, które w skrajnym przypadku dochodziły nawet do 12 razy u jednego dziecka. Mimo tak dramatycznej sytuacji życie w osiedlu nie zostało całkowicie sparaliżowane. Do największych sukcesów z tego okresu należy zaliczyć fakt, że mimo niekiedy 50% absencji wśród nauczycieli uczniów, nauka w szkole nie została praktycznie przerwana. Stosowano liczne zastępstwa, łączono klasy, a w skrajnych przypadkach nauczyciele odwiedzali izolowane i będące w trakcie rekonwalescencji dzieci i prowadzili z nimi zajęcia w formie pogadanek. Po opanowaniu epidemii życie w osiedlu oraz w szkole stopniowo normalizowało się. Przybywały następne transporty dzieci, tworzono kolejne równoległe klasy, a część starszej młodzieży kierowano na naukę do miejscowych konwentów, bądź do drugiego stałego osiedla w Indiach w Valivade koło Kolhapuru. Szkoła otrzymała z Delegatury Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświaty Publicznej w Bombaju dodatkowe, ale niestety wciąż niewystarczające, ilości podręczników i pomocy szkolnych. Ponadto została utworzona biblioteka szkolna. Starsza młodzież dużym nakładem pracy splantowała skalisty teren, urządzając na nim kilka boisk sportowych z bieżnią i skoczniami lekkoatletycznymi. Na terenie szkoły dynamicznie rozwinął się ruch harcerski, działalność kulturalnooświatowa i ruch sportowy. Powstały szkolne kółka zainteresowań, oraz różnego rodzaju zespoły: teatralny, taneczny, chóralno-recytatorski, orkiestra młodzieżowa. Wystawiały one różne sztuki i przedstawienia dla dzieci, oraz uświetniały wszystkie uroczystości w osiedlu. Wysoki poziom osiągnęły zespoły sportowe z powodzeniem rywalizując z miejscowymi drużynami. Ta bogata i różnorodna działalność była w znacznej mierze możliwa dzięki wielkiemu zaangażowaniu i poświęceniu szeregu nauczycieli. Nie sposób wymienić wszystkich ale praca kilkoro z nich zasługuje na szczególne wyróżnienie.
-Pani Maria Skórzyna była nie tylko niestrudzonym organizatorem szkoły, ale jednocześnie "dyrektorowała" jej w najtrudniejszym, początkowym okresie. Była też mądrym i wielce życzliwym, aczkolwiek wymagającym pedagogiem. U wszystkich cieszyła się wielkim szacunkiem i poważaniem.
-Pani Janina Ptakowa była najmłodszą i najbardziej lubianą nauczycielką. Poza pracą w szkole cały wolny czas poświęcała harcerstwu. Swoje idealistyczne poglądy i gorący patriotyzm starała się zaszczepić w sercach podopiecznych.
- Pani Waleria Tyszkiewicz zaliczała się do najmilszych i najsympatyczniejszych nauczycieli. Swą życzliwością, wyrozumiałością, oraz serdecznym stosunkiem do uczniów potrafiła zjednać sobie i nakłonić do nauki wiele rogatych dusz.
-
Pan
Antoni Maniak, mimo że nie był kwalifikowanym nauczycielem, otrzymał jedno z
najtrudniejszych zadań w szkole: doprowadzenia, kilkusetosobowej gromady
zabiedzonych i schorowanych dzieci, do pełnej sprawności fizycznej. Ten twardy
zawodnik lwowskiej "Pogoni" i niedawny żołnierz, zadanie swe
potraktował niemal jak rozkaz. Nie oszczędzał ani siebie ani swych
podopiecznych, ale też wyniki jego pracy były imponujące. Przeprowadzone po
kilku latach badania wykazały, że wskaźniki ogólnego stanu fizycznego dzieci
z osiedla przewyższają analogiczne dane w polskich szkołach przed wojną.
-Pani Janina Dobrostańska przedwojenna aktorka teatralna
w osiedlu zajmowała się dwoma sprawami: jako kierowniczka przedszkola opiekowała
się grupą najmłodszych dzieci, a ponadto przypadło jej w udziale prowadzenie
całej działalności kulturalno-oświatowej. Na tym drugim polu wykazała się
niebywałą inwencją i energią, wciągając do współpracy większość
nauczycieli i wychowawców. To właśnie głównie dzięki niej działalność
kulturalno-oświatowa tak bujnie rozwinęła się w osiedlu. W listopadzie 1946
r. osiedle balachadzkie zostało zamknięte, a wszyscy jego mieszkańcy zostali
przeniesieni do drugiego stałego osiedla-miasteczka w Valivade koło Kolhapuru.
Mimo likwidacji osiedla w Salachadi większość jego struktur szkolnych nie
rozpadła się. Klasy młodszych dzieci kontynuowały naukę w Szkole
Powszechnej nr
Wiesław Stypuł
Valivade
Osiedle w Valivade zostało
wybudowane wiosną 1943 r., z przeznaczeniem dla części uchodźców polskich,
głównie kobiet z dziećmi, z przejściowych ośrodków na terenie Iranu. W
swym założeniu osiedle zostało przewidziane na około 5000 osób. Z racji
swej wielkości było ono w rzeczywistości małym polskim miastem z pełną
strukturą administracyjno-samorządową, z własnym kościołem, pocztą,
kinem, teatrem, sklepami, cukiernią, licznymi warsztatami usługowymi, kilkoma
szpitalami, strażą bezpieczeństwa, strażą pożarną, itd. Głównym
budowniczym, a zarazem pierwszym starostą osiedla był kapitan Władysław
Jagiełłowicz. Większość mieszkańców osiedla stanowiły dzieci i młodzież
w wieku szkolnym. W związku z tym, jednym z podstawowych zadań władz osiedla
było zorganizowanie powszechnego szkolnictwa, które objęło całą młodzież.
W warunkach indyjskich było to wielkie wyzwanie, zwłaszcza, że do osiedla co
kilka miesięcy przybywały kolejne kilkusetosobowe grupy polskich uchodźców,
z którymi przyjeżdżała tylko niewielka ilość wykwalifikowanych
nauczycieli. Władze osiedla oraz obie polskie Delegatury Rządowe w Bombaju
dwoiły się i troiły przy uruchamianiu kolejnych szkół. Po niespełna roku
funkcjonowało w osiedlu 10 jednostek szkolnych, w tym: trzy szkoły powszechne,
cztery szkoły średnie oraz trzy przedszkola. Później w miarę
przybywania do osiedla następnych transportów powstawały nowe
jednostki. Już w marcu 1944 r. pierwsza grupa 11
licealistek przystępuje do egzaminu dojrzałości. W następnych latach t.
zw. dużą maturę zdaje dalsze 87 osób. Władze oświatowe osiedla obok
szkolnictwa ogólnokształcącego, na coraz większą skalę zaczęły rozwijać
różne formy szkolnictwa zawodowego. W Liceum Pedagogicznym kształcono młode
nauczycielki, z których część wkrótce zasiliła szczupłą kadrę
pedagogiczną. Pierwsze dyplomy nauczycieli szkół powszechnych otrzymało 16
uczennic w marcu 1947 r., a w listopadzie i grudniu kolejne 13 osób. Drugą
znaczącą szkołą zawodową było Gimnazjum Kupieckie, szkolące kadry przyszłych
handlowców-ekonomistów. W szczytowym okresie do tej szkoły uczęszczało
blisko 90 osób. Ciekawym uzupełnieniem nauki w tej szkole były ośmiomiesięczne
Kursy Pracowników Spółdzielczych. Bardzo interesującą i ważną szkołą była
średnia Szkoła Instruktorów Gospodarstwa Wiejskiego oraz Kurs Specjalizacji
Instruktorskiej Gospodarstw Wiejskich. W szkole tej przygotowywano kadry
instruktorskie dla szczebla gminnego. Przy szkole istniała farma z żywym
inwentarzem, w której przyszli młodzi instruktorzy zdobywali wiedzę praktyczną,
a z efektów jej pracy korzystało również całe osiedle. Znaczące sukcesy w
zakresie przygotowania zawodowego miała dwuletnia Czeladniczo-Mistrzowska szkoła
Krawiecka, której rodowód sięga ośrodków
przejściowych w Isfahanie, a następnie w Ahwazie. Przy szkole tej
organizowano liczne kursy zawodowe, n.p. sześciomiesięczne
kursy kroju i szycia, kursy trykotarskie, krawieckie, itp., dla kilkuset
dorosłych i starszej młodzieży. Miało to
szczególnie ważne znaczenie dla około 100 młodych dziewcząt z
osiedlowego sierocińca. W 1()46 r.
zorganizowano dwuletnią Szkołę Rzemieślników Metalowców Warsztatowych pod
kierownictwem J.Szwajnocha i B. Gwieździńskiego. Przed południem uczniowie
odbywali praktykę w warsztatach, a po południu mieli zajęcia teoretyczne z
przedmiotów zawodowych i ogólnokształcących. Oprócz tych szkół na terenie
osiedla organizowano coraz to nowe kursy l.1wodowe. Każdej osobie posiadającej
odpowiednie kwalifikacje władze osiedla umożliwiały i pomagały w ich
organizacji. W ciągu kilku lat
zorganizowano ich kilkadziesiąt m.in. sióstr sanitarnych i laborantek
szpitalnych techników dentystycznych, przez liczne kursy
językowe, pszczelarski, introligatorski, zecersko- drukarski, kursy
motorowe. To właśnie na tych ostatnich pierwsze kroki stawiał późniejszy
czołowy rajdowiec świata Zbyszek Nowicki, dwukrotny zwycięsca rajdu „
Coronation Safari” w 1963 i 1968. O skali uzupełniającego szkolenia młodzieży
na kursach zawodowych świadczą fragmenty miesięcznego sprawozdania
kierowniczki Referatu Kulturalno- Oświatowego osiedla pani Janiny Dobrostańskiej,
z działalności w miesiącu maju 1946 r.:
- kurs krawiecki, czeladniczo-mistrzowski - 52 uczennice,
- 6- miesięczny kurs pisania na maszynie - 27 uczennic,
-
kursy języka angielskiego, trzy grupy pani Kiersnowskiej - 35 uczniów, 3
grupy pani Appaduray - 67
uczniów,
3 grupy pani Daniela - 76 uczniów,
- 6- miesięczny kurs kroju i szycia - 126 osób,
- kurs kierowców
samochodowych - 24 osoby,
-kurs muzyczny, dwie grupy - 50 uczennic,
- kurs pielęgniarski dla absolwentek liceum - 19 uczennic,
- kurs laboratoryjno-lekarski - 8 uczennic, kurs telegraficzny - 35 uczniów,
-
kurs trykotarski - 145 uczennic.
Niezależnie od działalności ściśle edukacyjnej, na
terenie wszystkich szkół równolegle funkcjonowało wiele organizacji młodzieżowych
i dziecięcych, takich jak Harcerstwo, P.C.K., Sodalicja Mariańska, liczne koła
zainteresowań, wiele kół sportowych, dziecięcych czy młodzieżowych zespołów
artystycznych, itp. Szczególnie wielką aktywnością wyróżniał się ruch
harcerski, który objął większość dzieci i młodzieży. W osiedlu miała też
swą siedzibę Komenda Chorągwi Indyjskiej. Działalność tych wszystkich
organizacji, w których wielce znaczący udział miała kadra
nauczycielska, stanowiła doskonałe uzupełnienie pracy pedagogiczno-
-wychowawczej prowadzonej w szkołach. Nie sposób wymienić wszystkich
niestrudzonych nauczycieli i organizatorów oświaty i wychowania kilku tysięcy
młodych Polek i Polaków, którzy przebywali w osiedlu Valivade. Tym niemniej
kilkoro z nich, swą pracą, wielkim zaangażowaniem i kwalifikacjami
zawodowymi, połączonymi z wysokim osobistym morale, zasługuje na szczególne
wyróżnienie. Są to:
- Zdzisław Żerebecki, prof.
matematyki, pełniący w osiedlu rozliczne funkcje m.in. inspektora szkolnego,
- dr Maria Borońska, polonistka ,dyrektor Gimnazjum i
Liceum Ogólnokształcącego w Valivade,
- dr Maria Skórzyna, dyrektor Liceum Pedagogicznego w
Valivade,
- mgr Anna Handerek,
historyk, jedna z najmłodszych nauczycielek, instruktorka harcerska, współredaktor
czasopisma "Młodzi",
- harcmistrz Bronisław
Pancewicz, naczelnik Chorągwi Indyjskiej, niestrudzony organizator rozlicznych
kursów dokształcających dla młodzieży,
- harcmistrz Zdzisław
Peszkowski, instruktor harcerski, niezwykle lubiany i popularny, działający w
środowisku młodszych dzieci,
- pani Janina Dobrostańska,
aktorka, kierownik Referatu Kulturalno-Oświatowego w osiedlu, doskonały
organizator życia kulturalnego i oświaty pozaszkolnej, dusza teatru
osiedlowego.
Wiesław Stypuła
Panchagani
Stan zdrowia polskich uchodźców
przybywających do Indii był na ogół zły.Szczególne
zaniepokojenie władz budziło zagrożenie gruźlicą występujące u wielu
dzieci oraz części dorosłych. Z tych też względów już w 1942 r. polskie władze
uzyskała zgodę władz indyjskich na korzystanie z sanatorium przeciw gruźliczego
"Bel Air", w uzdrowiskowej miejscowości Panchgani, położonej na
wysokości
Wiesław
Stypuła

Związek Sowiecki
Szkolnictwo polskie na
Kresach przestało praktycznie funkcjonować z chwilą wkroczenia wojsk
sowieckich do Polski we wrześniu 1939 r. Budynki szkolne przejęły władze
okupacyjne, kadrę nauczycielską spacyfikowano poprzez liczne aresztowania oraz
masowe zsyłki na Syberię, zaś młodzież szkolną zarówno w Kraju, jak i na
zesłaniu poddawano głębokiej rusyfikacji. Po dwóch latach rozpoczyna się
wielki proces reaktywowania polskiego szkolnictwa. Przy tworzącej się Armii
Polskiej na terenie Związku Sowieckiego powstają liczne szkółki o
charakterze paramilitarnym, oraz różnego rodzaju ochronki czy sierocińce. Do
pracy z młodzieżą szkolną, mimo niejednokrotnie skrajnego wycieńczenia, zgłaszają
się nieliczni ocalali nauczyciele, którzy z wielkim poświęceniem przystępują
do pracy. Jeszcze bez programów, podręczników, przyborów szkolnych, czy
materiałów piśmiennych, ale z wielkim zapałem rozpoczęło się ponowne
nauczanie w ojczystym języku, stwarzając podwaliny do wielkiego rozkwitu
polskiego szkolnictwa na wychodźstwie.
Wiesław Stypuła
![]() |
W Aszchabadzie, po
kilkuletniej przerwie związanej ze zsyłką na Sybir, gromadka dzieci polskich
podjęła na nowo swą edukację. Było to niezmiernie trudne zadanie gdyż,
pomijając bardzo zły stan zdrowotny większości dzieci, należało przełamać
w nich szereg zahamowań psychicznych. Do niedawna dzieci te przebywały w
skrajnych warunkach i przeżyły wiele osobistych tragedii. Ponadto opiekunowie
dzieci na ogół nie posiadali kwalifikacji nauczycielskich, nie było żadnych
materiałów piśmiennych czy książek polskich. Mimo tych wszystkich utrudnień
przystąpiono do wstępnego nauczania. Dzieci podzielono na kilka grup
wiekowych. Ja jako przedwojenny drugoklasista zostałem zakwalifikowany do
jednej z grup średniaków. Wychowawcy otrzymali zadania prowadzenia różnego
rodzaju zajęć uzupełniających o charakterze wychowawczo-edukacyjnym. Nie były
to w ścisłym tego słowa znaczeniu lekcje oparte na realizacji jakiegoś
programu nauczania, a raczej zajęcia związane z przypominaniem niektórych
podstawowych pojęć, wydarzeń historycznych,
nazw geograficznych, zasad postępowania itp. Lekcje te miały charakter
pogadanek i rozmów połączonych z różnego rodzaju zabawami. Wszystko zależało
od inwencji i kwalifikacji nauczyciela, chociaż trzy przedmioty miały prawie
lekcyjny charakter. Były to gimnastyka, śpiew i wychowanie ogólne czyli rzecz
o dobrych manierach. W tych dwóch ostatnich dziedzinach znaczący udział miała
Hanka Ordonówna pracująca z pierwszą grupą dzieci w sierocińcu, co dość
wiernie opisała w swej książce. Na lekcji polskiego uczyliśmy się
poprawnego wysławiania się, odpowiadania pełnymi zdaniami, eliminowania wielu
nabytych rusycyzmów, a także słów niecenzuralnych. Częstym zajęciem była
też zbiorowa recytacja wyuczonych na pamięć dłuższych tekstów czy wierszyków.
To robiliśmy na ogół bardzo chętnie. Gorzej było gdy dany tekst należało
powiedzieć samemu. Prawie nikt nie chciał zgłaszać się na ochotnika, a
wyznaczone dzieci czyniły to z wielkimi oporami. Młodsze dzieci uczyły się
polskich liter rysując je patykiem na udeptanej i wygładzonej ziemi, bądź
skrawkiem ołówka na marginesach rosyjskich gazet. Do zajmujących lekcji
należała historia i geografia. Bardzo chętnie słuchaliśmy
różnych pogadanek o tematyce związanej z naszymi dziejami, czy o bohaterach
narodowych. Lekcje śpiewu zaczynaliśmy od nauki hymnu narodowych czy ludowych.
Zbiorowa gimnastyka była w programie każdego dnia. Lubiliśmy ją, ale jakże
bardzo krępowaliśmy się zdejmować wierzchnie ubranie, które kryło nasze
wychudłe nóżki czy wydęte brzuszki.
Wiesław Stypuła
Kirgizja
Polskie szkoły na wygnaniu
powstawały nawet na chwilowym miejscu postoju. Już w Rosji, gdy do miejscowości
w których stacjonowały polskie oddziały wojskowe zaczęły napływać
rodziny, poczęły też wyrastać improwizowane szkółki. Bez lokalu, podręczników
i pomocy naukowych, lecz z nauczycielem entuzjastą i grupą przypadkowo
dobranych słuchaczy spragnionych polskiej książki i polskiego słowa, te szkoły,
z góry skazane na zakończenie krótkiego żywota, bez egzaminów, świadectw i
sprawozdań, pełniły ważną rolę: wprowadzały z powrotem nas, wygnańcze
dzieci w świat kultury polskiej i dawały złudzenie powrotu do normalności.
Pamiętam dobrze swój pierwszy dzień w takiej szkole w Dżałał-Abadzie, na
podwórzu obozu jednej z jednostek V Dywizji. Siedzieliśmy w rowie, a pan
profesor na cegiełce położonej na kupce ziemi wtajemniczał nas w sekrety
reguły trzech. Później przenieśliśmy się do obozu Komendy Uzupełnień i
lekcje odbywały się już w "komforcie" - w stajni wojskowej.
Najstarsza klasa zasiadała jak w loży na wysokich posłaniach furmanów. Pani
profesorka uczyła nas fragmentów
„Pana Tadeusza” – książek jeszcze nie było.
Danuta Pniewska
![]() |
Po opuszczeniu Kazachstanu zatrzymaliśmy się w
miejscowości Naukat w Uzbekistanie. Pobyt tam był niezmiernie trudnym okresem
w naszym życiu. W pierwszych dniach sierpnia 1942 r. przybył do nas mąż
zaufania z Kujbyszewa. Po uzgodnieniu z NKWD, w miejscowej szkole zorganizowano
dla polskich dzieci naukę i dożywianie. Stryj zajmował się nauczaniem dość
licznej gromady dzieci. Mimo wielu starań z trudem udawało mu się prowadzić
zajęcia lekcyjne bez książek, zeszytów i przyborów do pisania. Na
pierwszych lekcjach przeważnie ćwiczyliśmy umiejętność czytania na
tekstach napisanych na tablicy przez stryja. Z matematyki pogłębialiśmy
wiadomości przy zastosowaniu czterech działań arytmetycznych. Natomiast na
ostatnich lekcjach były różne wiadomości z innych przedmiotów pod nazwą
"zajęcia praktyczne". Jednak nasze zainteresowanie nauką było
mierne, ponieważ głód był silniejszy od nas. Z niecierpliwością czekaliśmy
na męża zaufania, który przynosił bochenek czarnego chleba i kroił na
porcyjki wielkości pudełka zapałek. A my staliśmy i pożeraliśmy wzrokiem
ten chleb, bo przecież od wielu miesięcy naszym pożywieniem była jedynie
lebioda i dziki czosnek. Teraz chochelka zupy i ten kęs chleba wprawdzie nie
zaspokajał głodu, ale każdy następny dzień był pełen nadziei, że nie
jesteśmy osamotnieni w walce o przetrwanie. Nasza wakacyjna szkoła trwała około
trzech tygodni. Późnej wyjechaliśmy do Kujbyszewa.
Irena Mikuś-Górska